marmatmi blog

i weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna.

   mam wszystko czego chciałem. to zaskakujące, że ciągle dążę by mieć więcej. nie umiem zatrzymać się chociaż na chwilę i uśmiechnąć. ciągle czegoś mi brak. męczy mnie już ten bieg, bo mety nie widać. czasami marzę o tym, by upaść. to dałoby mi chwilę odpoczynku, bo dobrowolnie na pewno się nie zatrzymam. mijam piękno, nie dostrzegam go jednak. czuję się coraz bardziej pusty. mam wrażenie, że budzę strach. chciałbym Ciebie obudzić i błagać, byś złapał mnie za rękę ten ostatni raz. to wszystko jest takie ulotne. wiem, że jesteś ze mną. twój dotyk, zapach, płomień to potwierdzają. są jednak chwile gdy czuję, że tracę siebie w Tobie. boję się. nie dopuściłem Ciebie do pokoju trzeciego i sam też straciłem już do niego dostęp. pewne decyzje są nieodwołalne i dobrze. dlaczego więc wiem, że mój dotyk wszystko zmienić może?

   wiem już co się dzieje potem, kiedy napisy końcowe pojawiają się na ekranie. zaczyna się nowy film, nowy czas. już nie mój, ale pierwszy raz tak naprawdę nasz. wszystko będzie dobrze. świat jest lepszy dzięki nam. spokój, szczęście, harmonia i przede wszystkim wolność. te wartości nigdy nie umrą. będziemy dbać o nie wspólnie. i o to chyba chodzi w życiu. nie tylko o dopuszczenie kogoś do swojej kryjówki, do swojego bezpiecznego miejsca, ale przede wszystkim o opuszczenie go dla siebie. przeszłość traci swe znaczenie, czas przyszłości jeszcze nadejdzie. liczy się tu i teraz. liczymy się tylko MY.  

   dziękuję za to, że zatrzymałeś mnie w każdym znaczeniu tego słowa.

   w tym miejscu chciałbym sie także na chwilę zatrzymać i zrobić swego rodzaju ukłon w Waszym kierunku. chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy przez te siedem lat śledzili moje poczynania na tym blogu, słuchali i doradzali, albo też biernie obserwowali. wszystkim Wam życzę Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku 2010!
z radością przyznać się muszę, że w tym roku jest jakoś tak inaczej. pierwszy raz od naprawdę dawna poczułem świąteczną atmosferę. zapach pierników i pomarańczy, który tak dobrze pamiętam z dzieciństwa, unosi sie w moim domu budząc wspomnienia całkiem już odległe, ale jak się okazało nadal żywe. jeszcze coś się zmienilo. mianowicie kiedyś Święta kończyły się dla mnie zaraz po pasterce. w tym roku czuję, że trwają nadal. dostałem także więcej życzeń niż w ubiegłych latach. życzeń cennych dla mnie bardzo, bo w większości stworzonych przez autora a nie bezmyślenie z internetu skopiowanych. kartek świątecznych także kilka w skrzynce znalazłem. mały gest a cieszy.

i pomimo, iż Ciebie przy mnie brak, jest dobrze. naprawdę.

enzym

5 komentarzy

   postanowiłem, że będę egzystować odcięty od wszelkich głębszych myśli, gdyż każda próba rozrachunku oznacza niebezpieczeństwo i sprawia, że strach nie pozostaje poza mną.

   pragnąłem od Ciebie tylko jednego… chciałem czuć, iż jestem dla Ciebie całym światem. to wszystko. dałeś mi to czego potrzebowałem i zaraz odebrałeś. czuję się słaby, zmęczony… i zły przede wszystkim, bo trudno mi nawet próbować zrozumieć co się stało. 

   a tak poza tym, to od ośmiu dni Pan Magister. nareszcie.

   kolejna nic nieznączaca notatka osobista. właśnie taki tytuł powinna była otrzymać ta notka. siedemdziesiąty szósty raz bowiem w ciągu sześciu lat, daję upust swoim grafomańskim skłonnościom i użalam się na tym blogu. za tydzien, miesiac lub dwa wstydzic sie bede tego co wlasnie napisalem i niezwykle szczesliwy bede, gdy po pewnym czasie notka ta na zawsze ukryta i zamknieta zostanie w archiwum.

   po tak zachecajacym i szczerym wstepie, do sedna przejde i w unikatowym stylu opisze co i jak sie u mnie waznego wydarzylo w ciagu ostatniego czasu. pare dni temu egzamin DELF zdawalem. po latach za francuski sie zabrac wreszcie postanowilem i chociaz symbolicznie uporzadkowac swoja wiedze zwiazana z tym jezykiem chcialem. na wyniki przyjdzie mi poczekac jeszcze conajmniej z dziesięć dni. walcze takze z przedostatnia sesja i lekki zal mam do samego siebie, ze pomimo iz owa sesja nalezy do najlatwiejszych w historii mojej kariery studenckiej, to jednak oceny w indeksie sa jedynie zadowalajace. problem polega na tym, ze ja juz zmeczony jestem. uczyc mi sie nie chce. kiedys moglem zarwac noc, wypic kilka kaw i nastepnego dnia normalnie funkcjonowac. a dzisiaj? dzisiaj checi pozostaly te same, ale mozliwosci sa inne i to zdecydowanie. po jednej tylko kawie rece mi lataja a serce tak bije mocno, jakby wyskoczyc chcialo i stanac obok. czytam jednak coraz wiecej. po blisko rocznej przerwie ponownie zakochalem sie w slowie pisanym. i nie mam tu na mysli wylacznie ksiazek. powrocilem na lono blogosfery.

   w ostatnim czasie odwiedzilem ponad piecdziesiat przypadkowo wybranych blogow, a takze kilkanascie dobrze mi znanych. i troche smutno mi sie zrobilo. sam nie wiem czego sie spodziewalem, czego oczekiwalem. i nie wiem teraz czy to ja sie zmienilem, czy tez blogi staly sie inne. kiedys latwiej bylo trafic na perelki. byla cala masa blogow charakterystycznych. takich ktore podgladalem, ale balem sie odezwac i cokolwiek skomentowac. obawialem sie tego, ze jestem niegodny aby zostawiac swoj slad na takich wyjatkowych stronach, bo notek i tak na pewno nie zrozumialem. podczas mojej niedawnej wedrowki, zadnej takiej perelki niestety nie odnalazlem. niemal wszystkie blogi staly sie identyczne, takie bezbarwne. wiele ciekawych blogow albo zostalo skasowana, albo tez nie jest aktualizowana od ponad roku czy dwoch nawet. tesknie za czescia z nich. chcialbym przeczytac kolejne zapiski od velia, khan-goor czy tez avangarda28. ostatnim przedstawicielem starej gwardii ktorego znam jest chlopiec-z-plasteliny, ale i u niego zauwazyc mozna lekka tendencje spadkowa. pieknym blogiem jest takze sacrumetprofanum, jednak zapiskow pawła to ja juz od dawna zrozumiec nie potrafie. ciesze sie bardzo, ze w zeszlym roku natrafilem na dwie ciekawe strony: fixier i nothinggirl a takze na zupelna dla mnie nowosc – blog tematyczny – netto.blox.pl. dzieki tym kilku blogom, a takze wszystkich innym ktore w linkach umiescilem wiem, ze warto tu wracac i po blisko sześciu latach, nadal tu jestem.

blip drugi

6 komentarzy

staram sie na nowo poskladac swoje zycie w logiczna calosc, mimo iz trudno to robic bez Ciebie. ciagle czekam majac nadzieje, ze pojawisz sie ponownie w moich drzwiach z tym swoim glupim usmiechem… trzymajac w rece gazete i drapiac sie po glowie, kolejny raz powiesz przepraszam. a ja znowu odwzajemnie twoj usmiech, zlapie Cie za reke i powiem OK. tak po prostu… OK. niech wszystko co bylo zle zniknie kolejny raz. w oddali zobacze nasze wspolne zycie…
w pelnym blasku.

budze sie jednak i to wlasnie jest najtrudniejsze, bo tyle sie ostatnio wydarzylo. w swietle dnia musze stawic czolo prawdzie. w ciemnosci mozna sie oszukiwac, ludzic i snuc marzenia. swiatlo sprawia jednak, ze dostrzegam prawde przed ktora nie da sie wiecznie uciekac, ktorej nie mozna caly czas omijac. szmery w mojej glowie ustepuja miejsca przejrzystym myslom, ktore krystalizuja obraz rzeczywistosci. tajemnice zostaja rozwiazane albo tez okazuje sie, ze nigdy tajemnicami tak naprawde nie byly, bo zawsze wszystko bylo jasne… tylko ta moja chec walczenia z calym zlem, walczenia z ciemnoscia doprowadzila do tego, ze przestalem dostrzegac to co oczywiste. uwierzylem w sny. uwierzylem w nasza bajke.
chcialem wierzyc.

zakochany czlowiek jest taki naiwny. odejdziesz bez slowa a on i tak bedzie czekac na Ciebie trzymajac w rece zolty olowek i dzielac sie swoim bolem i cierpieniem a takze radoscia i szczesciem z kartka papieru. bedzie modlic sie w ciszy ktora zdazyl juz polubic, by znow uslyszec twoj glos, poczuc twoj dotyk, zobaczyc usmiech i ta bezgraniczna milosc w twoich oczach mimo iz, okazala sie ona tylko iluzja, gra, snem…
bede czekac.

blip pierwszy

10 komentarzy


poczułem ból. przeszywające kłucie w klatce piersiowej. nie wiedziałem co się dzieje. usiadłem na ławce. siedziałem tak przez minut kilka nie rozumiejąc dlaczego umieram. to właśnie czułem – umieranie. różne myśli mi do głowy przychodziły w tym czasie. błądziłem po swoim umyśle, szukając wyjaśnienia. obserwowałem ludzi. patrzyłem jak żyją. jak biegną.

ból nie ustawał. nasilał się. a mi zachciało się płakać. tak autentycznie. tak bardzo prawdziwie jak nie płakałem od dzieciństwa. powodem moich łez nie było jednak to kłucie, które doprowadziło do tego, że się dusić zacząłem. w jednej chwili zrozumiałem co to szczęście, życie, miłość. patrząc na innych, zobaczyłem siebie. spodobało mi się to co zobaczyłem. jedność i indywidualność zarazem. wszystko do siebie pasuje. a ja zostałem oczyszczony.
pełne katharsis.

przysiadła się do mnie pewna starsza Pani. poprosiła o pomoc. trzymała w rękach teczkę. wyjaśniła mi, że musi się dostać do dziekanatu z podaniem swojej siostrzenicy a nie ma pojęcia jak i gdzie ma to wszystko załatwić. zafascynował mnie aspekt tej całej sytuacji. na tej samej ławce siedziałem ja – przeżywając swoje małe dramaty i wewnętrznie płacząc ze szczęścia, oraz ta Pani, która została przytłuczona problemem przecież nie swoim, ale osoby którą kocha.

spędziliśmy razem godzinę. pomogłem jej w załatwieniu sprawy w dziekanacie a ona pocałowała mnie w policzek z wdzięczności. ten jeden gest sprawił, że…
drugi raz jednego dnia poczułem, że żyję.

   
   czekam wciąż na Ciebie. nie jestem już w stanie wyobrazić sobie tygodnia, bez przynajmniej jednego spotkania z Tobą. pierwszy raz w życiu przywiązałem się do kogoś, uzależniłem i fakt ten mnie nie przeraża. jeśli miłość do Ciebie ma mnie zranić, niech i tak będzie. za wszystko trzeba w życiu zapłacić, a ja za kolejne chwile z Tobą gotowy jestem oddać bardzo wiele. weź mnie za rękę, dzielmy nasze smutki i radości, przytul się do mnie i trwajmy tak noc całą, wpatrując się w siebie i wyszukując choć części naszej wspólnej układanki. tylko Ty i ja pod wspólnym niebem, jedyni na całym świecie. byłem ślepy przez całe życie co doprowadziło do tego, że trwałem sam. potrafiłem jednak dostrzec Ciebie. dało mi to poczucie siły i słabości jednocześnie. zrozumiałem, że samotną wyspą to jednak nie jestem i potrzebuję kogoś, potrzebuję Ciebie. pomimo tego, że ranią mnie Twoje słowa, boli mnie Twój dotyk, to jednak zdecydowanie bardziej cierpię gdy Ciebie nie czuję. mam nadzieję, że to kiedyś zobaczysz, że zamieszkasz ze mną w pokoju trzecim, że dostrzeżesz mnie tak jak ja Ciebie widzę. 

   zagraj ze mną w pewną grę
. zasady znasz. mam jedną kulę w magazynku. pociągnij za spust. krzycz. zwiąż mnie jeśli chcesz, bo i tak bez Ciebie nie mam nic i nie chcę trwać. wielu rzeczy o mnie nie wiesz. natomiast ja wiem, że pod pewnymi względami Twoi koledzy są lepsi ode mnie. nie będę mógł zapewnić Ci tego wszystkiego, co tak bardzo lubisz. zagwarantuję Ci jednak coś, czym sam gardziłem przez swoje całe dotychczasowe życie, a czego wartość doceniłem dopiero niedawno. dam Ci poczucie bezpieczeństwa, ale od Ciebie żądam tego samego. obiecuję, że każdy nasz kolejny wspólny dzień będzie inny od poprzedniego. bezpieczeństwo wbrew pozorom wcale nudy nie musi oznaczać. a nawet jeśli… to chciałbym się nudzić z Tobą zawsze, w sekundzie każdej, przez całe życie. nie umiem już żyć tak jak wcześniej. nie chcę po prostu. otworzyłem oczy. nie jestem już statystą ani nawet pierwszą gwiazdą w moim własnym trwaniu. jestem połową całości. wysyłam Ci zaproszenie. proszę, przyjmij je i zostań drugą częścią mnie.

   zwyczajnych dni już nie ma. schowajmy się razem przed cieniami z przeszłości. nie widzę sensu aby walczyć z nimi zwłaszcza, że to wymaga ogromnej energii a niewiele mi jej już zostało. podążajmy ku przyszłości i doprowadźmy naszą podróż do kresu. wyciągnij wtyczkę z gniazdka, zasłoń okno, usiądź na środku pokoju, zamknij oczy i posłuchaj ciszy. wsłuchaj się we mnie. mam Ci do przekazania kilka historii, które trzeba zrozumieć, które trzeba poczuć, bo opowiedzieć ich za pomocą słów nie jestem w stanie. nie osądzaj mnie, po prostu zaakceptuj. nie uciekaj. jestem taki sam jak inni, ale modlę się aby pewnego dnia stać się unikatowym w Twoich oczach. słabość i żal mieszają się z siłą i szczęściem. poznaję dzięki Tobie zupełnie nową paletę uczuć. obecnie fascynuje mnie to i ekscytuje, ale jednocześnie kiedyś przerażało. nie boję się już jednak.
opowiedz mi bajkę. uwierzę.

   nie milcz już więcej gdy patrzysz na mnie. weź mnie za rękę i niech zacznie się ten wielki plan o którym tyle od Ciebie słyszałem. w chaosie dłużej żyć już nie chcę. nic i tak nie kończy się źle. wszystko jest jednak inne niż spodziewałem się, że będzie. na twarzy mojej pojawia się grymas za którym przecież nie ma żadnych emocji. nic nie jest prawdziwe. nawet moja tęsknota i pozorna miłość do Ciebie, to tylko iluzja. twór sztuczny który zrodził się w mojej głowie z powodu pustki, która wkradła się do mojego życia. jeśli kaprysu mojego zaspokoić nie możesz i nie chcesz być ze mną, to lepiej odejdź stąd. z kimś innym zagram w moją grę. następnym razem nie będę jednak aż tak głupi. wyciągnę wnioski ze znajomości z Tobą i kolejnej osoby nie zapoznam z zasadami owej zabawy. to da mi przewagę, dominację którą straciłem przez Ciebie. dobrym graczem jesteś, bo umiesz blefować. nadal jednak pragnę Ci wierzyć i ufam Ci. dzięki Tobie dostałem piękną iluzję szczęścia, miłości i namiętności. mimo tej całej obłudy, tego całego kłamstwa, nie odbieraj mi tej bajki i nie uświadamiaj mnie. nie teraz. uwierz w moją historię.

żółty ołówek zamieniłem na czarny długopis. rozpoczynam nowy rozdział mojego życia, którego nie będzie można już w żaden sposób wymazać.

znowu się zgubiłem. wszystko co udało mi się zbudować przez tych ostatnich kilka miesięcy, okazało się iluzją. nie wystarczy chcieć, trzeba także móc. szczęście które osiągnąłem, było piękne. trwać wiecznie jednak nie mogło, bo nie dzieliłem się nim z nikim. wychodziłem z błędego założenia, że lepiej o niektórych rzeczach nie wiedzieć. straciłem sporo czasu i naprawdę nie wiem dlaczego do tego dopuściłem. żyłem w zawieszeniu czekając na coś, co być może nigdy się nie wydarzy. realizowałem marzenia innych wierząc, iż są także moimi. doprowadziłem do sytuacji, kiedy z własnej woli straciłem to co naprawdę kochałem. czuję się silniejszy? być może tak, ale jednocześnie głupszy. stałem się zużyty. a ponieważ jestem głupszy niż kiedyś, to obecnie nadal czekam.

człowiek nie jest stworzony do samotności. coraz większego przekonania nabieram, że jestem chyba wyjątkiem. zawsze chciałem być wolny a każdy związek jaki miałem do tej pory, w większym lub mniejszym stopniu mnie ograniczał. unikałem więc ich jak tylko mogłem. kolejnym powodem tej mojej wiecznej ucieczki było to, że znam tylko jedną naprawdę szczęśliwą parę. chciałbym też mieć kogoś kogo pokocham, ale skoro to udaje się tak niewielu osobom, to może lepiej przestać szukać? zwłaszcza, że po rozstaniu jest zawsze gorzej niż było wcześniej. kiedyś wydawało mi się, że jestem zakochany. i nagle coś mnie trafiło – w zupełnie przypadkowej sytuacji, w ułamku sekundy uzmysłowiłem sobie, że tak naprawdę wcale nie kocham. od tak… po prostu. nie chciałbym, aby ktoś kiedyś we mnie się tak odkochał. nagle i bez żalu…

dużo czasu spędzałem ostatnio na różnego typu portalach społecznościowych. postanowiłem się ograniczyć i w chwili obecnej konta posiadam tylko/aż na dwóch. wysyłam i przyjmuję zaproszenia i jaram się rosnącą liczbą znajomych mimo iż tak naprawdę, większości z nich nawet nie lubię. stało się też coś, czego nie przewidziałem bo sądziłem, że to niemożliwe jest. mianowice o blogu zapomniałem niemal zupełnie. pomyślałem o nim dzisiaj przez przypadek w sumie. skojarzyłem daty paru wydarzeń i policzyłem, że ta stronka istnieje już 5 lat. z większą lub mniejszą aktywnością tutaj bywam (ostatnio ze zdecydowanie mniejszą;) ale jednak nadal TU jestem. wiele osób przewinęło się u mnie przez linki – większości pewnie nawet nie pamiętam. jest jednak kilka osób z którymi na netowe warunki można powiedzieć, że się przyjaźnię. część wartościowych znajomości przeniosłem także do reala. tego się nie spodziewałem, bo zakładając tego bloga i wysyłając smsa chciałem mieć po prostu własne miejsce w sieci – nie wiedziałem, że zawrę tym sposobem nowe znajomości. mam też miejsce, gdzie z dystansem mogę spoglądać na swoją przeszłość i zastanowić się nad przyszłością.

a co z teraźniejszością? postanowiłem, że dzisiejszy dzień będzie naprawdę piękny. to będzie MÓJ dzień, mój czas. i niech tak trwa, a ja będę cieszyć się nim w każdej minucie. jutro pomyślę co robić dalej.

dzisiaj jestem szczęśliwy.

ruletka

9 komentarzy

dni kiedy byłem bezgranicznie szczęśliwy wydają się obecnie tak odległe, że sam mam wątpliwości czy aby na pewno istniały i czy przypadkiem ich sobie nie wymyśliłem. jeszcze nie tak dawno temu, kochały mnie dwie osoby. dokonałem wyboru – właściwego jak sądziłem. pierwszy raz w życiu pokochałem chyba kogoś tak naprawdę. czułem i czerpałem siłę z bycia z kimś. chciałem walczyć z całym światem i… walczyłem. dzięki Tobie nie bałem się być tym kim jestem. trzymałem Cię za rękę, patrzyłem w Twoje oczy, czułem że jesteś ze mną. wiedziałem, że należę do Ciebie a tego mi właśnie ostatnimi czasy brakowało – poczucie przynależności do kogoś. chciałem być Twój i byłem.

nie sądziłem nawet, że za tą miłość, za to szczęście przyjdzie mi kiedyś zapłacić i to Ty będziesz żądać ode mnie spłaty długu. nie rozumiem co się stało, nie wiem dlaczego. dzisiaj czuję się słaby, zdominowany, zły… tak najzwyczajniej w świecie jest mi przykro po prostu. zastanawiam się, czy może lepiej byłoby gdybyśmy się nigdy nie spotkali. wiem jednak, że takie myślenie sensu nie ma… dzięki Tobie poznałem inny, lepszy świat. dzięki Tobie uwierzyłem w siebie, uwierzyłem w bajki…

zastanawiam się czy to przypadkiem nie moja wina, ze wyszło jak wyszło. może chciałem zbyt wiele od Ciebie, oczekiwałem rzeczy niemożliwych. problem polega jednak na tym, że nie czuję się winny. nie będę przepraszać za to jaki jestem – nauczyłem się przeciez tego od Ciebie. mam jedno marzenie w dniu dzisiejszym. chciałbym Cię poczuć – chociaż ten raz ostatni. spędzić z Tobą ostatni dzień, ostatnią noc. może kiedy będę wiedzieć, że to nasze ostatnie wspólne chwile, kiedy będę wiedzieć, że już Cię nigdy nie zobaczę będę umiał się z tym jakoś pogodzić i z Tobą pożegnać. nie proszę chyba o zbyt wiele. błagam Cię tylko o ostatni dotyk, ostatni czas.

czytając to co napisałem, jestem jeszcze bardziej zły. widzę swój bełkot i zastanawiam się czy miłość zawsze z ludzi robi głupców i sprawia, że stają się wobec niej czy też osób które obdarzyli tym uczuciem bezslini… całkowicie zależni od nich. jeszcze parę dni temu myślałem, że jestem szczęśliwy. dzisiaj wiem, że naprawdę byłem. dziękuję Ci za to. jednak teraz czuję, że przegrałem. nienawidzić Cię nie potrafię, gardzić Tobą również mimo iż bardzo bym chciał. jedyne uczucie jakie teraz odczuwam to żal i strach przed dalszą walką bez Ciebie.

patrzę na datę założenia tego bloga. już blisko 5 lat od tamtej chwili upłynęło. powstał on w ramach odstresowania się przed maturą. chciałem mieć jakąś odskocznię, równoległy świat w którym przedstawiałbym swoje myśli i pragnienia bez obaw, że zostanę wyśmiany czy niezrozumiany. dzisiaj wiem, że stał się on dla mnie czymś więcej niż tylko sposobem na zabicie czasu. w ostatnich latach coraz rzadziej tu zaglądam, coraz mniej bowiem potrzebuję tego miejsca, jednak zawsze o nim pamiętam i prędzej czy później tutaj wracam.

jest to bowiem moje jedynie prawdziwe miejsce,
w tym coraz mniej rzeczywistym i zrozumiałym dla mnie świecie.

z przerażającą łatwością jest przyzwyczaić się do pewnych rzeczy i sytuacji. odkąd mieszkam sam, odczuwam swoistego rodzaju komfort psychiczny i na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie ewentualnego powrotu do domu rodzinnego. odpręża mnie robienie takich codziennych i zwykłych czynności jak pranie i mycie naczyć – chociaż to drugie, skończyło się potłuczeniem jedynych dwóch głębokich talerzy jakie posiadałem i teraz zupki jem w kubku. szczęście daje mi możliwość zapraszania bez żadnego skrępowania do domu kogo chcę i o której tylko zapragnie mi się godzinie. mogę zarywać noce pijąc ze znajomymi, uprawiając seks, czytając książki lub siedząc przed komputerem i wyrzutów sumienia z racji tego żadnych mieć nie mogę. nazwałbym to prawdziwym dorosłym życiem, ale niestety zdaję sobie sprawę z faktu, że jeszcze w bajce jestem. obojętnie jak dorosły i odpowiedzialny się teraz czuję, to jednak nadal na smyczy jestem, bo całkowitej suwerenności finansowej nie mam. jedyne co się zmieniło to to, że smycz poluźniona została a ja posmakowałem dorosłego życia, ale nadal chroniony przed całym złem tego świata przez Rodziców jestem i… za to Im bardzo dziękuję.

do końca tygodnia pracuję a od przyszłego, wracam na studia. trochę przeraża mnie ta perspektywa powrotu, bo polubiłem bardzo życie jakie prowadziłem przez tych ostatnich kilka miesięcy. miałem możliwość udowodnienia sobie i innym na co mnie stać i jaka jest moja wartość. nabrałem też sił, aby… żyć? Jednak czy to co mnie czeka w niedalekiej przyszłości będzie życiem jak z bajki, czy też ciągłą walką ze wszystkimi tego nie wiem, ale na każdą ewentualność jestem na pewno gotowy. podjąłem pewne decyzje i muszę liczyć się z ich konsekwencjami. wiem, że ciężko będzie, ale to moje życie i to ja mam być szczęśliwy przede wszystkim. jedyne co mnie nieco martwi i nad czym się najbardziej zastanawiam, to swoista weryfikacja znajomych. zastanawiam się ilu z nich zaakceptuje mój nowy styl życia a ilu odejdzie i zniknie na zawsze.

kochają mnie dwie osoby. pierwszej z nich chciałbym podziękować za to, że była. te półtora miesiąca z nią spędzone przywróciło mi równowagę, dało poczucie spełnienia i dowartościowało na pewno. pociągała mnie fizycznie, ale niestety… brak było poczucia bezpieczeństwa. związek z nią to była/jest ciągła walka o… sam nie wiem o co dokładnie i jak to określić, ale najodpowiedniejsze słowo jakie mi do głowy przychodzi, to dominacja. czeka mnie wystarczająco dużo walki ze „światem zewnętrznym”, dlatego też na walkę w związku ochoty nie mam. wkrótce będę musiał Pani podziękować i się pożegnać, ale na dzień dzisiejszy jeszcze tego zrobić nie umiem. boję się bowiem życia z tą drugą osobą. albo inaczej… boję się konsekwencji, bo jak podejmę pewne decyzje odwrotu już wówczas nie będzie. ale… dzięki Tobie jestem spokojny psychicznie i czuję się bezpiecznie. Dzięki Tobie wiem, że wszystko dobrze będzie, Tobie ufam. dlatego mimo, że się boję bardzo, to podświadomie dokonałem już wyboru i dalsze zwodzenie Jej nie ma sensu. chcę być tylko z Tobą. chcę się do Ciebie przytulić i… żyć.
czy Cię kocham, to nie wiem. póki co ważne jest dla mnie to, że Cię lubię, bo lubić to zdecydowanie więcej niż kochać. uczucie to, wytrzymuje bowiem próbę czasu.

żyjmy więc póki co, bez deklaracji żadnych. żyjmy dla siebie…
weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna…

moje słowa niezależnie od tego czy przybiorą formę wypowiedzi złożonej twarzą w twarz, listu w zalakowanej kopercie czy też najzwyklejszego smsa i tak najmniejszej racji bytu dla Ciebie nie mają. obojętnie co Ci powiem i tak mnie słuchać nie będziesz, bo wszystko chcesz poznać i odkryć sam. pretensji do Ciebie żadnych jednak nie mam. typowo ludzkie jest bowiem pragnienie dążenia do wytyczania nowych szlaków i uczenia się na własnych, a nie cudzych błędach.

słowa… spotkaliśmy się raz, dawno temu. przy jakiej okazji, szczerze mówiąc nawet dokładnie nie pamiętam. rozmawialiśmy krótko, przez parę minut zaledwie, ale mimo wszystko Cię zapamiętałem. takich ludzi jak Ty, naprawdę trudno zapomnieć. wydałeś mi się bliski, taki otwarty i bystry, choć pod pewnymi względami bardzo nieśmiały i nieodgadniony co sprawiało, że byłeś intrygujący. chyba nawet nieco mi imponowałeś. nasze drogi zbiegły się na chwilę tylko, ale cieszę się bardzo, że do tego doszło. żałuję jednak, że nie walczyłem w żaden sposób o zawarcie znajomości z Tobą. zastanawiam się, jakie demony Cię prześladowały, że zrobiłeś to… że postanowiłeś zakończyć swoje życie w tak młodym wieku i w taki sposób. czy można było w jakiś sposób Ci pomóc? czy może niektórzy ludzie rodzą się ze skłonnością do autodestrukcji? a może takie stwierdzenie to tylko wymówka ze strony najbliższych, którzy nie chcieli lub nie byli w stanie pomóc potrzebującym?

zostały po Tobie właśnie słowa… od dawna mam Twoje książki na półce, jednak dopiero dzisiaj zabiorę się do ich lektury. wcześniej takiej potrzeby nie czułem. teraz kiedy bliżej mogę poznać Cię tylko przez Twoje słowa, bo właśnie w nich zawarta jest część Twojej duszy, odczuwam nieodpartą potrzebę zagłębienia się w Twoim świecie. jednocześnie czuję, że skoro wcześniej tego nie zrobiłem, to teraz godzien tego nie jestem.

kiedyś pisałem dla przyjemności. obecnie wstydzę się tego, co wówczas napisałem. zrozumiałem bowiem, że władanie słowami jest sztuką, więc nie wolno się nimi bawić. wstydzę się także tej notki… gdybyś nie umarł, na pewno dzisiaj nie napisałbym tych słów paru. zastanawiam się czy tworząc tą notkę nie wykorzystałem do inspiracji Twojej tragedii a jeśli nawet, to czy wolno mi było to uczynić. czy moje poczucie moralności nie zostało właśnie w jakiś sposób uśpione i ominięte?

wszyscy w taki czy inny sposób jesteśmy szaleńcami. ja w dodatku, jestem jeszcze szaleńcem egoistą. nie jest mi jakoś szczególnie przykro z powodu Twojej śmierci. bardziej boli mnie Twoja tragedia i jedyne co mam teraz do powiedzenia, to…
przepraszam?
nabrałem większego szacunku do życia. mam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. chcę mieć czas, aby móc je zrealizować. osądzać Cię nie mam prawa ale uważam, że odwagi potrzeba do życia a nie do śmierci. weź mnie za rękę. wybacz wszystko i pokochaj…
ładnie proszę.
mam tak wiele rzeczy do zrobienia i tak niewiele czasu. chyba najwyższy czas zacząć biec, zacząć żyć.

a Ty gdzie byłeś gdy kończył się tamten świat?