usiedliśmy na ławce czekając na Ciebie. mnóstwo ludzi nas minęło ledwo na nas patrząc i przechodząc dalej bez słowa, bez zwykłego nawet dzień dobry. trzymałem klucz do twojego serca. oglądałem płatki śniegu rozpuszczające się na twojej twarzy. czerwone policzki które widziałem sprawiły, że zacząłem płakać. nie z żalu czy smutku, ale ze szczęścia. nie widziałem nigdy niczego piękniejszego i jednocześnie niczego tak bardzo intymnego. założyłem twoje rękawiczki i siedziałem dalej w milczeniu obserwując ludzi, którzy mają do opowiedzenia jakąś historię, której i tak nikt nigdy nie pozna. rozpoczęliśmy razem coś nowego, coś pięknego. pierwszy raz tak naprawdę naszego. radość daje mi tu i teraz. czekaliśmy, aż wreszcie przyszedłeś. czuję się silny i piękny. wszystko jest tak jak powinno być.

kto powiedział, że stabilizacja jest nudna?

   mam takie postanowienie drobne na przyszły rok. nigdy nie pozowolę, aby ktoś jeszcze kiedyś odebrał mi skrzydła. nie zauważyłem nawet kiedy to się stało, ale położyłem swoje dłonie na tacy. pozwoliłem się związać osobom, które są takie przeciętne. siedząc na ławce zrozumiałem, że ważni na całym świecie jesteśmy tylko my. bałem się tego, że zostanę sam. ten strach dawał mi siłę, ale jednocześnie ciągnął w dół. widok tych twarzy, tak bardzo zwyczajnych sprawił, iż otworzyłem oczy. ciepło. tego właśnie mi potrzeba i to mam dzięki tobie. dziękuję
smutek. brakuje mi go czasem. kiedyś miałem tylko jego i nauczyłem się go lubić, szanować, czerpać z niego korzyści. pisałem dużo. to dawało mi ucieczkę. dzisiaj przeglądając stare zapiski, nie potrafię nawet rozpoznać ich autora. nie znam już tego marka sprzed lat. zaginął gdzieś między stronami, między słowami przelanymi na papier. cieszę się, że już go nie ma, ale jednocześnie jest mi przykro, bo nie dokończyłem tak wielu spraw, które on rozpoczął. gdybym to zrobił, może wówczas jego życie miałoby większy sens. wyciągnąłem z szuflady żółty ołówek pragnąc dokończyć jego historię. czułem, że jestem mu to winien. to co powstało było tak bardzo obce i złe, że zrezygnowałem z tego pomysłu. podarłem nowe kartki, stare zamknąłem w teczce. czasami lepiej coś zostawić, pogodzić się z tym jakie jest, niż zmieniać na siłę. zachowałem jednak żółty ołówek. chcę pamiętać.

nie wiem nawet jak zakończyła się tamta historia. wiem, że kolejna rozpoczęła się dobrze.