marmatmi blog

i weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna.

Wpisy z okresu: 12.2009

80 sekund

2 komentarzy

upływający czas pozwala mi zrozumieć, dostrzec pewne prawidłowości składające się na moje życie. było ono jest i przypuszczalnie na zawsze będzie mieszaniną wszelkiego rodzaju przypadkowych liczb, które nie tylko przypominają mi o tym, że z każdą chwilą się zmieniam, ale i pozwalają docenić to, że nie jestem sam. nie ma bowiem czegoś takiego jak samodzielna jednostka walcząca z całym światem, stawiająca wyzwania tylko samej sobie. jesteśmy razem. na zawsze. wszystko ma swoje znaczenie i swoje miejsce. nawet te przypadkowe liczby sprawiają, że zaczynam rozumieć nas. zaczynam wierzyć w magię.
nie potrafię zaufać już samemu sobie. ciągle czekam na ten list, na uśmiech którym mnie obdarzysz z samego rana. nie czuję już bólu egzystencjonalnego. zastanawiam się czasem czy to dobrze. ból przypominał mi bowiem każdego dnia że żyję, że jestem i należę do tego całego wielkiego planu. teraz już o tym nie pamiętam. popłynąłem z prądem. ustabilizowałem się i jestem. jednak czy aby na pewno? może to co nazywam życiem to tylko wegetacja? może powinno mnie boleć? tyle tylko, że jest mi dobrze. nie chcę już cierpieć. stałem się chłopcem z ikei i w chwili obecnej widzę tego tylko dobre strony. bo… nawet jeśli jest to kosztem zamknięcia w złotej klatce, niech i tak będzie. chcę siebie zatracić w Tobie.

bez Ciebie jestem bowiem wart dużo mniej.

historia lubi się powtarzać. znowu popełniłem te same błędy. jednak tym razem to ja byłem kowalem swojego losu. wiedziałem co robię i chciałem tego. to był mój sposób na zaznaczenie swojej odrębności. nawet jeśli to miało być ten ostatni raz, musiałem to zrobić. musiałem powiedzieć STOP. być może celowo chciałem Ciebie skrzywdzić. przypuszczalnie to był mój sposób na udowodnienie nie tylko samemu sobie, ale także i innym, że nadal kontroluję sytuację. ale wszystko wyszło źle, inaczej… zatoczyłem krąg. ten twój błysk, ten żar sprawił, że musiałem się odwrócić chociaż na chwilę. musiałem zobaczyć siebie w twoich oczach. pomimo tego, że jesteś dla mnie wszystkim, iż bez Ciebie tracę siebie to jednak nadal chcę i muszę pamiętać kim jestem. muszę się zatrzymać i spojrzeć wstecz. wiem, że nie powinienem. to jednak silniejsze ode mnie. czym jest bowiem przykazanie skoro nie rozumiemy jego znaczenia i przede wszystkim, nie możemy go złamać? kilkadziesiąt chociaż sekund z Tobą sprawia, że nie żałuję. chcę więcej. dziękuję.

weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna…

virreyes

Brak komentarzy

usiedliśmy na ławce czekając na Ciebie. mnóstwo ludzi nas minęło ledwo na nas patrząc i przechodząc dalej bez słowa, bez zwykłego nawet dzień dobry. trzymałem klucz do twojego serca. oglądałem płatki śniegu rozpuszczające się na twojej twarzy. czerwone policzki które widziałem sprawiły, że zacząłem płakać. nie z żalu czy smutku, ale ze szczęścia. nie widziałem nigdy niczego piękniejszego i jednocześnie niczego tak bardzo intymnego. założyłem twoje rękawiczki i siedziałem dalej w milczeniu obserwując ludzi, którzy mają do opowiedzenia jakąś historię, której i tak nikt nigdy nie pozna. rozpoczęliśmy razem coś nowego, coś pięknego. pierwszy raz tak naprawdę naszego. radość daje mi tu i teraz. czekaliśmy, aż wreszcie przyszedłeś. czuję się silny i piękny. wszystko jest tak jak powinno być.

kto powiedział, że stabilizacja jest nudna?

   mam takie postanowienie drobne na przyszły rok. nigdy nie pozowolę, aby ktoś jeszcze kiedyś odebrał mi skrzydła. nie zauważyłem nawet kiedy to się stało, ale położyłem swoje dłonie na tacy. pozwoliłem się związać osobom, które są takie przeciętne. siedząc na ławce zrozumiałem, że ważni na całym świecie jesteśmy tylko my. bałem się tego, że zostanę sam. ten strach dawał mi siłę, ale jednocześnie ciągnął w dół. widok tych twarzy, tak bardzo zwyczajnych sprawił, iż otworzyłem oczy. ciepło. tego właśnie mi potrzeba i to mam dzięki tobie. dziękuję
smutek. brakuje mi go czasem. kiedyś miałem tylko jego i nauczyłem się go lubić, szanować, czerpać z niego korzyści. pisałem dużo. to dawało mi ucieczkę. dzisiaj przeglądając stare zapiski, nie potrafię nawet rozpoznać ich autora. nie znam już tego marka sprzed lat. zaginął gdzieś między stronami, między słowami przelanymi na papier. cieszę się, że już go nie ma, ale jednocześnie jest mi przykro, bo nie dokończyłem tak wielu spraw, które on rozpoczął. gdybym to zrobił, może wówczas jego życie miałoby większy sens. wyciągnąłem z szuflady żółty ołówek pragnąc dokończyć jego historię. czułem, że jestem mu to winien. to co powstało było tak bardzo obce i złe, że zrezygnowałem z tego pomysłu. podarłem nowe kartki, stare zamknąłem w teczce. czasami lepiej coś zostawić, pogodzić się z tym jakie jest, niż zmieniać na siłę. zachowałem jednak żółty ołówek. chcę pamiętać.

nie wiem nawet jak zakończyła się tamta historia. wiem, że kolejna rozpoczęła się dobrze.

   mam wszystko czego chciałem. to zaskakujące, że ciągle dążę by mieć więcej. nie umiem zatrzymać się chociaż na chwilę i uśmiechnąć. ciągle czegoś mi brak. męczy mnie już ten bieg, bo mety nie widać. czasami marzę o tym, by upaść. to dałoby mi chwilę odpoczynku, bo dobrowolnie na pewno się nie zatrzymam. mijam piękno, nie dostrzegam go jednak. czuję się coraz bardziej pusty. mam wrażenie, że budzę strach. chciałbym Ciebie obudzić i błagać, byś złapał mnie za rękę ten ostatni raz. to wszystko jest takie ulotne. wiem, że jesteś ze mną. twój dotyk, zapach, płomień to potwierdzają. są jednak chwile gdy czuję, że tracę siebie w Tobie. boję się. nie dopuściłem Ciebie do pokoju trzeciego i sam też straciłem już do niego dostęp. pewne decyzje są nieodwołalne i dobrze. dlaczego więc wiem, że mój dotyk wszystko zmienić może?

   wiem już co się dzieje potem, kiedy napisy końcowe pojawiają się na ekranie. zaczyna się nowy film, nowy czas. już nie mój, ale pierwszy raz tak naprawdę nasz. wszystko będzie dobrze. świat jest lepszy dzięki nam. spokój, szczęście, harmonia i przede wszystkim wolność. te wartości nigdy nie umrą. będziemy dbać o nie wspólnie. i o to chyba chodzi w życiu. nie tylko o dopuszczenie kogoś do swojej kryjówki, do swojego bezpiecznego miejsca, ale przede wszystkim o opuszczenie go dla siebie. przeszłość traci swe znaczenie, czas przyszłości jeszcze nadejdzie. liczy się tu i teraz. liczymy się tylko MY.  

   dziękuję za to, że zatrzymałeś mnie w każdym znaczeniu tego słowa.

   w tym miejscu chciałbym sie także na chwilę zatrzymać i zrobić swego rodzaju ukłon w Waszym kierunku. chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy przez te siedem lat śledzili moje poczynania na tym blogu, słuchali i doradzali, albo też biernie obserwowali. wszystkim Wam życzę Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku 2010!
z radością przyznać się muszę, że w tym roku jest jakoś tak inaczej. pierwszy raz od naprawdę dawna poczułem świąteczną atmosferę. zapach pierników i pomarańczy, który tak dobrze pamiętam z dzieciństwa, unosi sie w moim domu budząc wspomnienia całkiem już odległe, ale jak się okazało nadal żywe. jeszcze coś się zmienilo. mianowicie kiedyś Święta kończyły się dla mnie zaraz po pasterce. w tym roku czuję, że trwają nadal. dostałem także więcej życzeń niż w ubiegłych latach. życzeń cennych dla mnie bardzo, bo w większości stworzonych przez autora a nie bezmyślenie z internetu skopiowanych. kartek świątecznych także kilka w skrzynce znalazłem. mały gest a cieszy.

i pomimo, iż Ciebie przy mnie brak, jest dobrze. naprawdę.