dni kiedy byłem bezgranicznie szczęśliwy wydają się obecnie tak odległe, że sam mam wątpliwości czy aby na pewno istniały i czy przypadkiem ich sobie nie wymyśliłem. jeszcze nie tak dawno temu, kochały mnie dwie osoby. dokonałem wyboru – właściwego jak sądziłem. pierwszy raz w życiu pokochałem chyba kogoś tak naprawdę. czułem i czerpałem siłę z bycia z kimś. chciałem walczyć z całym światem i… walczyłem. dzięki Tobie nie bałem się być tym kim jestem. trzymałem Cię za rękę, patrzyłem w Twoje oczy, czułem że jesteś ze mną. wiedziałem, że należę do Ciebie a tego mi właśnie ostatnimi czasy brakowało – poczucie przynależności do kogoś. chciałem być Twój i byłem.

nie sądziłem nawet, że za tą miłość, za to szczęście przyjdzie mi kiedyś zapłacić i to Ty będziesz żądać ode mnie spłaty długu. nie rozumiem co się stało, nie wiem dlaczego. dzisiaj czuję się słaby, zdominowany, zły… tak najzwyczajniej w świecie jest mi przykro po prostu. zastanawiam się, czy może lepiej byłoby gdybyśmy się nigdy nie spotkali. wiem jednak, że takie myślenie sensu nie ma… dzięki Tobie poznałem inny, lepszy świat. dzięki Tobie uwierzyłem w siebie, uwierzyłem w bajki…

zastanawiam się czy to przypadkiem nie moja wina, ze wyszło jak wyszło. może chciałem zbyt wiele od Ciebie, oczekiwałem rzeczy niemożliwych. problem polega jednak na tym, że nie czuję się winny. nie będę przepraszać za to jaki jestem – nauczyłem się przeciez tego od Ciebie. mam jedno marzenie w dniu dzisiejszym. chciałbym Cię poczuć – chociaż ten raz ostatni. spędzić z Tobą ostatni dzień, ostatnią noc. może kiedy będę wiedzieć, że to nasze ostatnie wspólne chwile, kiedy będę wiedzieć, że już Cię nigdy nie zobaczę będę umiał się z tym jakoś pogodzić i z Tobą pożegnać. nie proszę chyba o zbyt wiele. błagam Cię tylko o ostatni dotyk, ostatni czas.

czytając to co napisałem, jestem jeszcze bardziej zły. widzę swój bełkot i zastanawiam się czy miłość zawsze z ludzi robi głupców i sprawia, że stają się wobec niej czy też osób które obdarzyli tym uczuciem bezslini… całkowicie zależni od nich. jeszcze parę dni temu myślałem, że jestem szczęśliwy. dzisiaj wiem, że naprawdę byłem. dziękuję Ci za to. jednak teraz czuję, że przegrałem. nienawidzić Cię nie potrafię, gardzić Tobą również mimo iż bardzo bym chciał. jedyne uczucie jakie teraz odczuwam to żal i strach przed dalszą walką bez Ciebie.

patrzę na datę założenia tego bloga. już blisko 5 lat od tamtej chwili upłynęło. powstał on w ramach odstresowania się przed maturą. chciałem mieć jakąś odskocznię, równoległy świat w którym przedstawiałbym swoje myśli i pragnienia bez obaw, że zostanę wyśmiany czy niezrozumiany. dzisiaj wiem, że stał się on dla mnie czymś więcej niż tylko sposobem na zabicie czasu. w ostatnich latach coraz rzadziej tu zaglądam, coraz mniej bowiem potrzebuję tego miejsca, jednak zawsze o nim pamiętam i prędzej czy później tutaj wracam.

jest to bowiem moje jedynie prawdziwe miejsce,
w tym coraz mniej rzeczywistym i zrozumiałym dla mnie świecie.