z przerażającą łatwością jest przyzwyczaić się do pewnych rzeczy i sytuacji. odkąd mieszkam sam, odczuwam swoistego rodzaju komfort psychiczny i na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie ewentualnego powrotu do domu rodzinnego. odpręża mnie robienie takich codziennych i zwykłych czynności jak pranie i mycie naczyć – chociaż to drugie, skończyło się potłuczeniem jedynych dwóch głębokich talerzy jakie posiadałem i teraz zupki jem w kubku. szczęście daje mi możliwość zapraszania bez żadnego skrępowania do domu kogo chcę i o której tylko zapragnie mi się godzinie. mogę zarywać noce pijąc ze znajomymi, uprawiając seks, czytając książki lub siedząc przed komputerem i wyrzutów sumienia z racji tego żadnych mieć nie mogę. nazwałbym to prawdziwym dorosłym życiem, ale niestety zdaję sobie sprawę z faktu, że jeszcze w bajce jestem. obojętnie jak dorosły i odpowiedzialny się teraz czuję, to jednak nadal na smyczy jestem, bo całkowitej suwerenności finansowej nie mam. jedyne co się zmieniło to to, że smycz poluźniona została a ja posmakowałem dorosłego życia, ale nadal chroniony przed całym złem tego świata przez Rodziców jestem i… za to Im bardzo dziękuję.

do końca tygodnia pracuję a od przyszłego, wracam na studia. trochę przeraża mnie ta perspektywa powrotu, bo polubiłem bardzo życie jakie prowadziłem przez tych ostatnich kilka miesięcy. miałem możliwość udowodnienia sobie i innym na co mnie stać i jaka jest moja wartość. nabrałem też sił, aby… żyć? Jednak czy to co mnie czeka w niedalekiej przyszłości będzie życiem jak z bajki, czy też ciągłą walką ze wszystkimi tego nie wiem, ale na każdą ewentualność jestem na pewno gotowy. podjąłem pewne decyzje i muszę liczyć się z ich konsekwencjami. wiem, że ciężko będzie, ale to moje życie i to ja mam być szczęśliwy przede wszystkim. jedyne co mnie nieco martwi i nad czym się najbardziej zastanawiam, to swoista weryfikacja znajomych. zastanawiam się ilu z nich zaakceptuje mój nowy styl życia a ilu odejdzie i zniknie na zawsze.

kochają mnie dwie osoby. pierwszej z nich chciałbym podziękować za to, że była. te półtora miesiąca z nią spędzone przywróciło mi równowagę, dało poczucie spełnienia i dowartościowało na pewno. pociągała mnie fizycznie, ale niestety… brak było poczucia bezpieczeństwa. związek z nią to była/jest ciągła walka o… sam nie wiem o co dokładnie i jak to określić, ale najodpowiedniejsze słowo jakie mi do głowy przychodzi, to dominacja. czeka mnie wystarczająco dużo walki ze „światem zewnętrznym”, dlatego też na walkę w związku ochoty nie mam. wkrótce będę musiał Pani podziękować i się pożegnać, ale na dzień dzisiejszy jeszcze tego zrobić nie umiem. boję się bowiem życia z tą drugą osobą. albo inaczej… boję się konsekwencji, bo jak podejmę pewne decyzje odwrotu już wówczas nie będzie. ale… dzięki Tobie jestem spokojny psychicznie i czuję się bezpiecznie. Dzięki Tobie wiem, że wszystko dobrze będzie, Tobie ufam. dlatego mimo, że się boję bardzo, to podświadomie dokonałem już wyboru i dalsze zwodzenie Jej nie ma sensu. chcę być tylko z Tobą. chcę się do Ciebie przytulić i… żyć.
czy Cię kocham, to nie wiem. póki co ważne jest dla mnie to, że Cię lubię, bo lubić to zdecydowanie więcej niż kochać. uczucie to, wytrzymuje bowiem próbę czasu.

żyjmy więc póki co, bez deklaracji żadnych. żyjmy dla siebie…
weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna…