moje słowa niezależnie od tego czy przybiorą formę wypowiedzi złożonej twarzą w twarz, listu w zalakowanej kopercie czy też najzwyklejszego smsa i tak najmniejszej racji bytu dla Ciebie nie mają. obojętnie co Ci powiem i tak mnie słuchać nie będziesz, bo wszystko chcesz poznać i odkryć sam. pretensji do Ciebie żadnych jednak nie mam. typowo ludzkie jest bowiem pragnienie dążenia do wytyczania nowych szlaków i uczenia się na własnych, a nie cudzych błędach.

słowa… spotkaliśmy się raz, dawno temu. przy jakiej okazji, szczerze mówiąc nawet dokładnie nie pamiętam. rozmawialiśmy krótko, przez parę minut zaledwie, ale mimo wszystko Cię zapamiętałem. takich ludzi jak Ty, naprawdę trudno zapomnieć. wydałeś mi się bliski, taki otwarty i bystry, choć pod pewnymi względami bardzo nieśmiały i nieodgadniony co sprawiało, że byłeś intrygujący. chyba nawet nieco mi imponowałeś. nasze drogi zbiegły się na chwilę tylko, ale cieszę się bardzo, że do tego doszło. żałuję jednak, że nie walczyłem w żaden sposób o zawarcie znajomości z Tobą. zastanawiam się, jakie demony Cię prześladowały, że zrobiłeś to… że postanowiłeś zakończyć swoje życie w tak młodym wieku i w taki sposób. czy można było w jakiś sposób Ci pomóc? czy może niektórzy ludzie rodzą się ze skłonnością do autodestrukcji? a może takie stwierdzenie to tylko wymówka ze strony najbliższych, którzy nie chcieli lub nie byli w stanie pomóc potrzebującym?

zostały po Tobie właśnie słowa… od dawna mam Twoje książki na półce, jednak dopiero dzisiaj zabiorę się do ich lektury. wcześniej takiej potrzeby nie czułem. teraz kiedy bliżej mogę poznać Cię tylko przez Twoje słowa, bo właśnie w nich zawarta jest część Twojej duszy, odczuwam nieodpartą potrzebę zagłębienia się w Twoim świecie. jednocześnie czuję, że skoro wcześniej tego nie zrobiłem, to teraz godzien tego nie jestem.

kiedyś pisałem dla przyjemności. obecnie wstydzę się tego, co wówczas napisałem. zrozumiałem bowiem, że władanie słowami jest sztuką, więc nie wolno się nimi bawić. wstydzę się także tej notki… gdybyś nie umarł, na pewno dzisiaj nie napisałbym tych słów paru. zastanawiam się czy tworząc tą notkę nie wykorzystałem do inspiracji Twojej tragedii a jeśli nawet, to czy wolno mi było to uczynić. czy moje poczucie moralności nie zostało właśnie w jakiś sposób uśpione i ominięte?

wszyscy w taki czy inny sposób jesteśmy szaleńcami. ja w dodatku, jestem jeszcze szaleńcem egoistą. nie jest mi jakoś szczególnie przykro z powodu Twojej śmierci. bardziej boli mnie Twoja tragedia i jedyne co mam teraz do powiedzenia, to…
przepraszam?
nabrałem większego szacunku do życia. mam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. chcę mieć czas, aby móc je zrealizować. osądzać Cię nie mam prawa ale uważam, że odwagi potrzeba do życia a nie do śmierci. weź mnie za rękę. wybacz wszystko i pokochaj…
ładnie proszę.
mam tak wiele rzeczy do zrobienia i tak niewiele czasu. chyba najwyższy czas zacząć biec, zacząć żyć.

a Ty gdzie byłeś gdy kończył się tamten świat?