czytając książkę lub podczas oglądania filmu, często utożsamiam się z którymś z bohaterów. niekoniecznie musi to być główna postać. zastanawiam się jednak czy istnieje jakaś analogia do prawdziwego życia – czy na pewno to ja jestem głównym bohaterem w moim własnym świecie? A może ja tylko statystuje? kiedyś nie miałem takich dylematów. byłem pewniejszy swoich możliwości, wartości i umiejętności. dzisiaj waham się, czy przypadkiem w moim własnym serialu nie zostałem zastąpiony przez innego aktora – taką doskonalszą wersję mnie, którą sam zatrudniłem i do życia powołałem. bo ja idealny nie jestem, ale chciałbym być i doskonale wychodzi mi udawanie właśnie kogoś takiego. i w tej chwili zastanawiam się właśnie czy to nadal ja spotykam się z ludźmi których nawet nie lubię, czy to nadal ja prowadzę bloga mimo, że już od dawna nie jest mi do niczego potrzebny i czy to nadal ja mówię, że Cię kocham mimo, że tak naprawdę nienawidzę…

niedawno przyjaciel/znajomy poprosił mnie o adres tej stronki, bo podczas imprezy wygadałem się, że bloga prowadzę a raczej posiadam, bo biorąc pod uwagę fakt częstotliwości z jaką notki zamieszczam, to ja tutaj raczej gościem jestem niż autorem. nie zgodziłem się jednak, pomimo próśb różnych i gróźb nawet. to nie jest tak, że mu nie ufam, ale ten blog jest moim azylem i jednocześnie więzieniem. mimo iż nie piszę i nigdy nie pisałem rzeczy, które mogłyby mnie w jakimś stopniu zawstydzić i których w realnym świecie bym nie powtórzył, to jednak ujawnienie tego adresu obnażyłoby mnie w jakimś stopniu. czułbym się nagi, słaby i… zdominowany.

pobyt gdzieś daleko od domu, nie był mi potrzebny z takich powodów o których myślałem. uzmysłowiłem sobie, że tak naprawdę chciałem uciec od samego siebie a chęć zarobienia pieniędzy była tylko pretekstem do tego. popełniłem jednak zasadniczy błąd, bo ucieczka przed sobą jest możliwa na krótki, ściśle ograniczony czas a poźniej zanim zdążymy się zorientować, nasze miejsce w naszym własnym filmie, serialu czy powieści, zostanie wypełnione przez kogoś innego. kogoś, kogo możemy nawet nie być już w stanie kontrolować i który zepchnie nas do drugoplanowej roli w naszym własnym życiu…

to co tutaj widzimy, to tylko słowa. istnieją jednak zdecydowanie gorsze więzienia od słów. tak naprawdę boję się tego, że umrę samotnie, opuszczony przez wszystkich i na zawsze zapomniany.
jeśli spotkam Cię jutro na ulicy, powiem Ci, że u mnie wszystko dobrze, że jestem szczęśliwy, że kocham i jestem kochany.

Moje przedstawienie, trwa przecież dalej…