siedzę przy biurku i patrzę na pustą kartkę, trzymając w ręce żółty ołówek. skoncentrować się nie mogę, bo moje myśli pędzą gdzieś daleko. podobny stan odczuwam niemal zawsze przed jakąś podróżą. jest to uczucie siły i podekscytowania, ale także jakiegoś lęku jednocześnie. pełne katharsis dzięki któremu, wszystkie sprawy inaczej się postrzega. wiele rzeczy, dzięki świeżemu spojrzeniu wydaje się łatwiejszych a wspomnienia, albo odleglejsze albo bliższe w zależności od tego, co chcemy pamiętać. nie wiem skąd, ale do mych uszu dochodzi tykanie… zegara? w ciągu dnia się tego nie słyszy. w dzień zawsze ma się pełno rzeczy do zrobienia i dopiero pod osłoną nocy, można zwrócić uwagę na cichutkie tik tak. niestety z czasem, robi się ono coraz bardziej irytujące.

oczy mam zamknięte i nie mam zamiaru ich otworzyć, chociaż już dawno powinienem był to zrobić. zamiast tego, wolę trwać w swojej ślepocie i uciekać stąd. żyłem w złotej klatce. siłę dawała mi jedynie myśl o ucieczce a przy życiu trzymała mnie wizja wolności… bezkresnego nieba, po którym kiedyś będę mógł szybować i wzbijać się coraz wyżej, bez żadnych ograniczeń. teraz, kiedy drzwiczki od klatki zostały otworzone, zaczynam się wahać.
może bowiem ja latać nie potrafię?
wiem już, że czytać nie umiem. słowa nabierają znaczeń coraz to nowych, a ja za tym nie nadążam. kiedyś wszystko łatwiejsze było. każde zdanie i wyrażenie określoną jakość i wartość miały, a teraz? czytać między wierszami chyba zawsze umiałem, ale na nic ta umiejętność mi się nie przydaje, bo słowa nie znaczą już tego co kiedyś. mają inne przesłanie, którego rozszyfrować nie potrafię. oślepłem na własną prośbę… oczy zamknąłem i żyłem w swoim kolorowym świecie. z czasem jednak, wszystkie kolory zlaly się w szarość i w brutalny sposób na ziemię sprowadzony zostałem. oczu mimo wszystko nadal nie otworzyłem, niezważając na to, iż szarość wszędzie widzę. nie chcę tego robić, bo się boję. boję się tego, że się rozczaruje tym co ujrzę. żyje bowiem we mnie ta iskierka nadziei, że prawdziwy świat którego wrota się właśnie przede mną otwierają, jest choć w połowie tak barwny jak ten, który kiedyś w wyobraźni widziałem. w chwili obecnej, wolę tą moją szarość niż niepewną paletę barw świata rzeczywistego. myślę, że skoro ciemność mnie oślepia, to jasność tymbardziej jest zdolna to uczynić.

naciskam czerwony guzik i czekam na windę. drzwi się otwierają a ja wchodzę do środka i jadę tak przez dwa, może trzy piętra. drzwi ponownie się otwierają, a ja mam przed sobą zielony autokar. podążąm w jego kierunku… wewnątrz jest mnóstwo ludzi, więc zajmuję jedyne wolne miejsce i jadę w nieznane. nagle słyszę jakiś wybuch i przez ciemność, światło zaczyna się przedzierać. otwieram oczy… tak, po tylu latach wreszcie to robię… otwieram je. znajduję się w lesie i widzę dziewczynkę ze spaloną twarzą. próbuję podać jej rękę, ale niestety jesteśmy zbyt daleko od siebie i dosięgnąć jej nie mogę. nagle między nami pojawia się postać, otoczona światłem niebieskim. świeci tak mocno, że zamykam oczy… znowu… tym razem jednak tylko na chwilę, bo ponownie je otwieram. nadal jestem przy biurku i trzymam w ręce żółty ołówek. kartka jednak nie jest już pusta…

a ja poszedłem tworzyć dalej swoją historię, ale wrócę… zawsze wracam.

A Ty, jaką historię masz mi do opowiedzenia?