zauważyłem pewną zależność: im u mnie lepiej, tym mniejszą mam ochotę na pisanie. a, że u mnie już od dłuższego czasu jest rewelacyjnie, to zjawiam się dopiero teraz w tym miejscu (po 7 miesięcznej absencji). i to nie dlatego, że odczuwam jakąś niepohamowaną chęć podzielenia się z kimś swoimi przemyśleniami, ale dlatego bo nie chcę by ten blog całkowicie umarł. lubię to miejsce – przez długi czas było i nadal jest moją odskocznią od świata rzeczywistego, pomimo iż dzięki znajomościom tu zawartym, coraz częściej się z nim przeplata. jednak ja, coraz mniej potrzebuję takiej odskoczni. niech owa notka, będzie swego rodzaju kroplówką dzięki której, ta istniejąca od 3 lat strona (zawierająca myśli które dzisiaj mnie śmieszą i zawstydzają a także te z których jestem dumny i z sentymentem kiedyś do nich wrócę) nie zniknie z sieci.

jestem szczęśliwy! nareszcie mogę napisać to zdanie z pełną świadomością. mam studia które uwielbiam, mam przyjaciół na których mogę liczyć, mam pieniądze które mogę wydawać bez zastanawiania się czy starczy mi do pierwszego… i nawet nie denerwują mnie wieczne powtórki tych samych filmów i seriali w tv oraz nie martwi mnie to, że agencja milczy.
kocham i jestem kochany a to najważniejsze.
w wakacje wyjeżdżam na pierwsze w swoim życiu wykopaliska a także, prawdopodobnie odbędę praktyki w polbanku. żałuję tylko, że perspektywa powrotu do barcelony się nieco w czasie odwlokła, ale w życiu potrzebne są priorytety. a nimi w chwili obecnej są dla mnie wykształcenie i miłość, a na rozrywkę przyjdzie czas później.

ostatnio żyję w stresie, ale jest to ten jego rodzaj, który uwielbiam, bo motywuje mnie do działania i do dawania z siebie wszystkiego.

zobaczyć raz stronę świata jasną, jest cień, więc musi być też tu gdzieś światło. zobaczyć raz stronę świata jasną, cień jest tylko światła ciemnego odmianą.*
Dorota Masłowska

a ja poszedłem tworzyć dalej swoją historię. ale wrócę…
zawsze wracam.