coraz częściej wracam myślami do chwil, kiedy do szczęścia wystarczyły mi… no właśnie! wystarczyły mi drobnostki. pamiętam czasy, kiedy nie miałem pojęcia, że coś takiego jak błyszczenie istnieje na świecie. a dzisiaj wiem, że jeśli nie błyszczysz to tak, jakby cię nie było. mamy podobno kryzys autorytetów. patrząc na zachowania polityków, sieczkę w mediach i praktyczny upadek słowa pisanego, łatwo można się z tym zgodzić i nawet – co jest jeszcze bardziej dołujące – zrozumieć. jeśli osobą ukazującą prawdę o moim pokoleniu jest pani Masłowska, to nie można zrobić nic innego jak tylko kupić bilet i wsiąść do pierwszego lepszego samolotu i uciekać jak najdalej i jak najprędzej.

na ulicy można spotkać same świecące osoby. nie sztuką jest jednak świecić. ważne jest, aby błyszczeć własnym światłem a nie odbitym. już kilka razy o tym wspominałem, ale prawdą jest, że źródeł własnego światła jest wciąż bardzo niewiele. całą masę stanowią punkty świecące odbitym blaskiem. bolą mnie już oczy od tego światła. z jednej strony straszy się mnie informacjami o IV Rzeczpospolitej a z drugiej, zlikwidowaniem senatu. kupię sobie chyba jakieś okulary i się zabezpieczę przed tym błyszczeniem zwłaszcza, że po wakacjach mogę oślepnąć od świateł kandydatów do ław sejmowych a później do Pałacu Prezydenckiego.
nieważne jest to dlaczego błyszczysz, ale jak to robisz.

miałem już kilka razy to szczęście, że blask poszczególnych osób uzależnił mnie od siebie. to było piękne i bolesne jednocześnie. za każdym razem wydawało mi się, że boleć już nigdy nie będzie. teraz wiem, że to było naiwne myślenie bo piękno i ból są nierozłączne. jeśli nie ma się jednego i drugiego jednocześnie, to tak jakby się nic nie miało. a jeśli się nic nie ma, to nigdy się nie zabłyśnie, bo naturalne światło często iskrzy właśnie dzięki drugiej, ważnej dla nas osobie.

przez pewien czas popełniałem błąd za błędem. dziękuję, że dla mnie świeciłaś, ale ja nie twojego blasku potrzebuję. przepraszam. zasługujesz na kogoś, dla kogo będziesz słońcem. dla mnie jesteś i będziesz najwyżej jedną z wielu gwiazd, które pojawiły się bądź też, dopiero pojawią się w moim życiu. osoby która dla mnie jest słońcem, której uśmiech dodaje mi energii o której myślę przed zaśnięciem nie mam i nigdy mieć nie będę. zbyt wiele nas dzieli i łączy jednocześnie.
dlaczego czuję się tak, jakbym cię oszukał? przecież nic ci nigdy nie obiecywałem.

kończę już, ponieważ muszę państwa prosić o rozejście się. na horyzoncie pojawiły się bowiem nadlatujące z południa Kaczory, z transparentem zakazującym organizowania festiwali w łapkach.