tak samo jak dzisiejszy poranek, mam wrażenie, że cały marzec przeleciał mi przez palce. dlatego nie będę pisać żadnej ambitnej lub pseudointelektualnej notki a skrobnę tylko w skrócie co i jak u marula się wydarzyło, przez ten ostatni miesiąc.

#1 przedsiębiorczy marek załatwił sobie rekompensatę stypendialną i tym sposobem kilka ładnych groszy wpadło mu do kieszeni. a wszystko to dzięki UE. tak szczerze mówiąc, to na członkostwie w tej organizacji zyskali głównie rolnicy i studenci. dziwi mnie to, jak mało ludzi z tego korzysta. pieniądze leżą na ulicy! trzeba tylko wiedzieć gdzie ich szukać i nie bać się po nie sięgnąć.

#2 udzieliłem pierwszego miniwywiadu. zrobiono mi kiepskie zdjęcie, artykuł ukazał się tylko w regionalnym dzienniku i przekręcono prawie całą moją wypowiedź, no ale co tam! grunt, że dziadek dumny jest i artykulik w ramkę oprawił a wnucio doświadczenie zdobył i teraz wie, że korzystać z prawa do autoryzacji trzeba i wszędzie z własnym fotografem dla dobra osobistego chodzić należy.

#3 straciłem kontakt z kolegą a odnowiłem z dwiema koleżankami. można by więc przypuszczać, że w bilansie jestem na plusie, ale niestety… w przyjaźni jest tak jak w miłości. plus i minus się nie równoważą. brakuje mi go. mógłbym wyciągnąć komórę i do niego zadzwonić albo chociaż jakiegoś smsa wysłać, ale tego nie zrobię. on raczej również nie. istnieje bowiem coś takiego jak pieprzona męska duma.

#4 moja czteroletnia kuzynka (ta od motylka i pokemona) przytuliła się do mnie i powiedziała, że mnie kocha. to było tak słodkie, że odezwały się we mnie instynkty ojcowskie. zaplanowałem sobie, że będę mieć minimum trójkę dzieci: dwóch synów i córkę. mojego pierwszego synka będę ubierać tak samo jak siebie. będzie on taką miniwersją mnie. to może wyglądać nieco kiczowato, ale co mnie to interesuje.

#5 od kilku dni myślę o ASP. pewnie zrobię z siebie kompletnego debila idąc na egzamin, ale raz się żyje! wkrótce rozpoczynam praktyki w Warcie. zastanawiam się też nad wstąpieniem do młodzieżówki Platformy Obywatelskiej. muszę także powrócić do pracy w telefonie zaufania, bo w tym roku w centrali nie pojawiłem się jeszcze ani razu. mój mały wredny chow chow nie jest jednak aż tak wredny jak myślałem. przekonałem się w końcu do niego i pokochałem ;) byłem również w kinie na czasem słońce czasem deszcz. ta indyjska superprodukacja była tak kiczowata, że aż piękna.

PS w mojej głowie nie ma już miejsca ani na she will be loved ani na you are all of that. teraz słucham tylko blinded by the lights. rewelacyjny numer!