marmatmi blog

i weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna.

Wpisy z okresu: 2.2005

03:37

30 komentarzy

czasami spać nie mogę. budzę się wówczas i na rozmyślania wszelakiego rodzaju mnie bierze. myśli jakie przychodzą mi wtedy do głowy są bardzo dziwne. w ciągu dnia raczej bym ich nie miał. nie opiszę ich bo nie umiem i chyba nawet nie chcę. kiedy już nie śpię i wiem, że w ciągu najbliższych kwadransów na pewno nie zasnę, nadrabiam zaległości w lekturach. noc to chyba jedyny czas, kiedy mam ochotę przeczytać kilka stron kodu leonarda da vinci. w ciągu dnia ta książka wydaje mi się banalna. najlepszym tego dowodem będzie chyba fakt, że próbuję przez nią przebrnąć od połowy wakacji.

mam też swoje piosenki. kiedy w radiu usłyszę she will be loved popadam w melancholię. kiedy natomiast leci you are all of that, mam ochotę na imprezkę. w nocy można również natrafić na Frytkę w telewizji. urzeknie nas zwierzeniami na temat orgazmów łechtaczkowych i pochwowych, które profesor Lew- Starowicz skomentuje krótko lecz stanowczo: nie ma czegoś takiego jak pochwowe lub łechtaczkowe odmiany orgazmu. jak widać symbol seksu rodem z bąbelkowej wanny na seksie zna się średniozaawansowanie.

niedawno stwierdziłem, że przez vinciego brnąć już nie chcę i zacząłem rozglądać się po pokoju. natrafiłem na dwie ciekawostki. pierwszą z nich była naklejka pokemona na regale z książkami a drugą motyl- a raczej coś przypominające motyla, namalowane kredkami na ścianie. przez chwilę wydawało mi się, że jakiś schizów dostaję. skąd te niespodzianki wzięły się u mnie w pokoju? i wtedy przypomniałem sobie… kilka dni wcześniej była u mnie czteroletnia kuzynka i to właśnie ona musiała zostawić mi te prezenty. uśmiechnąłem się tak szczerze, jak w tym roku chyba jeszcze nigdy. niby takie drobnostki, a tyle szczęścia potrafią dać. wróciłem do łóżka i zasnąłem w bardzo dobrym nastroju…

i w tej chwili moim jedynym marzeniem, jest położyć się u Twojego boku i pozostać tam do końca świata.

PS godzina trzecia… to trzecia nad ranem czy trzecia w nocy?

spotkałem ją… po 4 miesiącach znowu ją spotkałem. nie umiem opisać dokładnie co wtedy czułem. po prostu tak jakby czas się dla mnie zatrzymał. wszystko co wydarzyło się od momentu naszego ostatniego spotkania nagle przestało mieć znaczenie – tak jakby wcale miejsca nie miało. nawiązaliśmy głupią rozmowę. ona była skrępowana – ja również. umówiliśmy się na telefon, żeby coś ustalić i gdzieś razem wyskoczyć, bo przecież tak wypadało. jednak kiedy wymienialiśmy się nowymi numerami komórek dobrze wiedziałem, że nigdy do niej nie zadzwonię. ona chyba zresztą również to wiedziała. czasami lepiej zachować piękne wspomnienia – idealizować miłość niż spotkać się z bolesną i twardą rzeczywistością. chcę ją zachować w pamięci jako idealną i zapomnieć o wszystkich wadach. jakbyśmy spotkali się ponownie, ona przestałaby być dla mnie tą jedyną i cudowną a stałaby się przeciętną. to samo ona poczułaby do mnie. wiele razy próbowaliśmy zacząć od nowa. zawsze kończyło się tak samo. ani ona ani ja nie możemy tak dłużej żyć. trzeba ruszyć do przodu a można tego dokonać tylko zamykając stary rozdział.

jakiś tydzień później, dostałem smsa od niego. i to mnie rozwaliło totalnie. chciałbym znaleźć miłość, ale tylko jedna część mnie. ta druga ucieka od odpowiedzialności. ponadto, jak ktoś się zakocha we mnie zazwyczaj okazuje się, że jest bulimiczką z nieukształtowaną osobowością, nimfomanką, złudzeniem którego za nic nie chciałbym rozmywać lub jest facetem. najśmieszniejsze jest to, że ja sam nie wiem czego i kogo tak do końca chcę i potrzebuję. może to kwestia młodego wieku i z czasem wszystko się unormuje, ale co jeśli nic takiego się nie wydarzy? jeśli ocknę się w wieku 30 lat i nadal będę w tym samym miejscu w którym jestem teraz? tak jak napisałem kiedyś w zupełnie innym miejscu:

powoli zaczynam uzmysławiać sobie, że ułożenie pasjansa z samych serc jest prawie niemożliwe.

a ja nadal chcę mieć wszystko albo nic. i cieszę się z tego, bo jeśli dojdę do takiego momentu kiedy zadowolę się byle czym – to będzie porażka. chociaż ta porażka byłaby chyba mniej bolesna niż ciągłe dążenie do zwycięstwa.

notkę dedykuję wszystkim kobietom i mężczyznom którzy kiedyś mnie pokochali i którzy również mi, nie byli obojętni i na zawsze pozostaną częścią mojego życia.