za oknem śnieg – to przynajmniej w trójmieście, nietypowe zjawisko tej zimy. siedzę sobie właśnie w domu, wcinam grzanki, piję herbatę z miodem i zakuwam do sesji. a raczej próbuję zakuwać. nie mogę się skoncentrować, ponieważ mam mętlik w głowie. to chyba zresztą, nic nowego ;)

zastanawiam się nad nowym kierunkiem studiów. politologia mnie nie zafascynowała. może to cholernie dziecinne, ale ja chcę dogonić moje marzenia. chcę znaleźć kierunek studiów, który będzie mi w 100% odpowiadać. zastanawiam się nad historią, archeologią bądź jakąś filologią. będę dobrym politologiem, ale nie rewelacyjnym, bo nie będę umiał włożyć serca w ten zawód. zrobię jednak papierek, bo muszę w miarę realnie patrzeć na świat. politologia jest w miarę przyszłościowa a skoro mam okazję ją ukończyć, byłoby głupotą zrezygnować z niej. na szczęście mam na tyle mało nauki, że mogę ciągnąć dwa kierunki jednocześnie i od października chyba właśnie tak będzie.

w ostatnim czasie zrozumiałem, że może istnieć coś takiego jak toksyczna przyjaźń. dwie osoby pomimo tego, że się lubią mogą się bardzo ranić. co zrobić w takiej sytuacji? najchętniej lachę położyłbym na tą znajomość. to byłoby najprostsze wyjście, ale nie potrafię tego zrobić. jestem chyba zbyt naiwny ale liczę na to, że coś się zmieni i przyjaźń pomiędzy osobami o zupełnie odmiennych charakterach będzie jednak możliwa. jednak nie ma co się oszukiwać… zawsze dochodzi się do takiego momentu, kiedy kropla przepełnia kielich i ten moment, zbliża się nieuchronnie.

i powróciłem… nie wiem jeszcze czy tylko na tą chwilę czy na dłużej. cieszę się, że pomimo upływu czasu część z Was, nie zapomniała o tym miejscu. przez tych blisko 5 miesięcy mojej nieobecności na tej stronie, wydarzyło się kilka rzeczy które na stałe zostawią ślad w mojej osobowości. K powiedziała, że to wszystko moja wina, bo sam prowokuję te sytuacje. ma rację… chociaż ciężko mi to przyznać, ale ma rację. tak bardzo boję się rutyny, boję się tego, że moje życie będzie nudne, że robię takie rzeczy na które jeszcze rok czy dwa lata temu bym się nie zdecydował. nie wiem… może to oznaka pewności siebie i znania swej wartości a może wręcz przeciwnie. może zwracając na siebie uwagę i demonstrując swoją niezależność i swój charakter, chcę zatuszować swoją niepewność siebie.
to nieważne – wszystko i tak okaże się w swoim czasie. kiedyś na pewno odnajdę receptę na szczęśliwe życie – życie, które będzie tylko moje i z którego będę dumny. a tymczasem, zakończę notkę cytatem autorstwa Cycerona, który wczoraj dostałem od M:

Wykreślić ze świata przyjaźni… To jakby zgasić słońce na niebie, gdyż niczym lepszym ani piękniejszym nie obdarzyli nas bogowie.