marmatmi blog

i weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna.

Wpisy z okresu: 8.2004

debil

28 komentarzy

miałem napisać tylko 50 notek. miałem… do wyczerpania limitu pozostała mi już tylko jedna. w ostatniej notce chciałem się z Wami pożegnać i podsumować trochę moją obecność w blogowisku. 15 sierpnia stało się jednak coś, co pokrzyżowało nieco moje plany i dzięki temu, piszę tą notkę a co za tym idzie, moje blogowanie skończy się na liczbie 51.

w niedzielę mądrulski marulek razem z K wypłynął rowerem na jezioro. było gorąco więc wpadłem na genialny w swojej prostocie pomysł, żeby sobie popływać. wskoczyłem więc do wody. zapomniałem jednak o pewnym szczególe – o przygotowaniu. skoczyłem do wody pod wpływem impulsu i dostałem czegoś na wzór szoku termicznego. gwałtownie się zanurzyłem i zacząłem tonąć. kiedy jednak trochę oprzytomniałem, wynurzyłem się na powierzchnię. to mi jednak nie pomogło, bo trząsłem się i nadal nie byłem pewny gdzie jestem i co się ze mną dzieje. na szczęście moje zdolności pływackie są na tyle duże, że udało mi się dopłynąć do roweru i z pomocą K wgramolić na pokład.

już drugi raz w tym roku otarłem się o śmierć. najpierw w marcu wylądowałem w szpitalu z podejrzeniem raka krtani a teraz to… takie przeżycia dają chwilę refleksji. zaczyna się rozumieć, że jest się tutaj tylko na chwilę i śmierć może nadejść w każdej chwili. dosłownie… w każdej! i nic już wtedy nie ma znaczenia. zaczyna się rozumieć, że kłopoty jakiekolwiek by nie były, przemijają i liczy się tak naprawdę tylko życie a w nim – szczęście.

PS dzisiaj w radiu usłyszałem, że wczoraj facet zginął dokładnie w ten sam sposób w jaki ja otarłem się o śmierć tego samego dnia. był na rowerze wodnym, wskoczył do jeziora, doznał wstrząsu i już nie wypłynął… wiem co czuł w ostatnich sekundach życia. bezradność i zdziwienie – przecież to niemożliwe, żebym akurat teraz umarł. nie dzisiaj… nie w ten sposób… a jednak! żyj pełnią życia! nie przejmuj się co ludzie powiedzą i o Tobie pomyślą! póki nikomu krzywdy nie robisz, nikt nie ma prawa dyktować Ci, jak masz żyć. życie jest zbyt krótkie, aby tracić je na takie błachostki i na przejmowanie się pierdołami.

zachowałem się jak ostatni debil. śmierci nie można uniknąć, ale można ją opóźnić dzięki rozsądkowi. mnie go wczoraj niestety zabrakło – dostałem porządną lekcję, którą zapamiętam do końca życia. błagam Cię! nie zrób takiej głupoty! możesz bowiem nie mieć tyle szczęścia co ja.

narcyz

20 komentarzy

czasami dochodzi się do takiego momentu w życiu, kiedy już nic nie może być takie jak dawniej. coś takiego mnie właśnie spotkało. jestem na granicy. albo przez nią przejdę, albo się cofnę bo stanie w miejscu nie ma sensu. a nawet gdyby miało, to nie mam już siły aby wegetować. pogubiłem się trochę w tym życiu. rok temu, miałem jakieś plany; miałem marzenia; czułem, że świat należy do mnie; wiedziałem czego chcę i co ważniejsze – wiedziałem jak to osiągnać. a dzisiaj? dzisiaj wiem, że nic już nie wiem. poczułem się pusty emocjonalnie. popadłem w jakieś toksyczne związki w których nie było marka, a tylko jego nędzna kopia. stałem się w pewnym sensie wytworem własnego ja. nie wiem już, czy bliskie mi osoby pokochały mnie, czy tylko markowy obraz, który sam namalowałem. prawdę mówiąc, mało mnie to już wszystko obchodzi.
wylądowałem u psychologa – tak wiem! większość z Was pomyślała pewnie: nareszcie! bardzo tego potrzebowałem i mi to pomogło. uwalniam się już z tego czworokątu w którym pewnego dnia się ocknąłem. psycholożka albo jest bardzo miła, albo bardzo zainteresowała się moją osobowością, bo przesiaduję u niej po trzy godziny a płacę jak za jedną. wolę chyba nie poznać odpowiedzi na to pytanie i żyć w nieświadomości. w każdym razie usłyszałem od niej, że znam rozwiązanie mojego problemu i tylko ja sam mogę sobie pomóc, tyle tylko, że to rozwiązanie jest ukryte gdzieś w podświadomości i że ona pomoże mi je wydobyć. tak też się stało.

chcę poznać siebie. chcę kochać i wiem, że nikogo tak naprawdę nie kochałem. trzy bardzo bliskie mi osoby od których się uzależniłem, pokazały mi co to jest substytut miłości. dzięki nim, otarłem się o to uczucie. bardzo jestem im za to wdzięczy, ale prawda jest taka, że nie ma dla nich już miejsca w moim sercu. muszę zacząć wszystko od nowa. ułożyłem już sporą część markowej układanki i nie boję się już, co ona przedstawia. chcę być szczęśliwy. niczego więcej w życiu nie pragnę. nie chcę już biec niewiadomo za czym. chcę zrezygnować z tego wyścigu w którym biorę udział bez własnej woli. chcę usiąść gdzieś w pobliżu i żyć po swojemu. jeśli ktoś kiedyś pomyśli, że jestem stuknięty bo już nie biegnę, będę mieć to w głębokim poważaniu. jeśli nikomu krzywdy nie będę robić, to co to kogo obchodzi jaki jestem?

nie wiem jeszcze co i kto da mi szczęście, ale wiem, że gdzieś tam jest moja druga połowa. i nie jest to nikt z tej magicznej trójcy. kiedyś ją odnajdę. a tymczasem, wkrótce wyruszam w
poszukiwaniu mojego szczęścia.

narcyz… ta postać jest z reguły negatywnie odbierana. dlaczego? czy chęć poznania samego siebie jest zła?