bardzo wiele wydarzyło się przez ten miesiąc.
może nawet zbyt wiele…

czułem, że pewna sprawa nie została należycie zakończona. po ponad półrocznej przerwie nawiązałem kontakt z R. nigdy nie zapomnę w jakim stanie byłem w grudniu przez R. nigdy wcześniej ani nigdy później, nie czułem się tak słaby, tak wykorzystany i tak zależny od drugiej osoby. odnowiłem tą znajomość tylko dlatego, abym to ja ją mógł zakończyć. chciałem aby ostatnie słowo należało do mnie. podczas pewnej okazji, wyznałem R że jest nikim, zerem totalnym i zwykłą kurwą. tanie to było, ale humor mi się po tym od razu poprawił.

nazwałem R kurwą, ale ja jestem taki sam. prawdą jest, że nigdy nie wkładam byle gdzie, ale jednak czekam aż dostanę od kogoś po dupie. nie umiem pokochać K, chociaż bardzo bym tego chciał. chciałbym móc powiedzieć, że ją kocham… naprawdę wiele bym dał, żeby zrodziło się między nami uczucie. jesteśmy idealną parą. wszyscy tak twierdzą. nasi znajomi, rodzice, przyjaciele… a prawda jest taka, że nie jesteśmy. ona mnie kocha, zależy jej na mnie a ja ją najwyżej bardzo lubię. a to za mało do udanego związku. nie ma między nami żaru, który był między mną a R. a z drugiej strony jest między nami jakaś taka więź, której nigdy nie miałem i nie czułem będąc z R.
K jest dla mnie zbyt dobra i dlatego wiem, że czas najwyższy zakończyć ten cały związek. zrywaliśmy ze sobą i wracaliśmy do siebie bardzo często, ale tym razem to już na pewno będzie koniec.

parę miesięcy temu ryczałem z powodu R, ale paradoksalnie właśnie dzięki temu, poznałem kogoś bardzo mi bliskiego. poznałem kogoś, kto jest dla mnie prawie jak brat. zależy mi na Nim bardziej niż kiedykolwiek na R i być może nawet bardziej niż na K. pojawił się On w odpowiednim czasie i miejscu. podobnie jak w listopadzie, byłem na krawędzi. ale tym razem, nie mogłem się sam z tym wszystkim uporać. potrzebowałem pomocy. pomógł mi ktoś zupełnie obcy. dziękuję bardzo Opatrzności za to, że się pojawił. uratował mnie.

jednak już dzisiaj wiem, że pewnego dnia go znienawidzę. znienawidzę go za to, że widział mnie wtedy, kiedy byłem słaby. znienawidzę go za to, że tak bardzo go kiedyś potrzebowałem. znienawidzę go…
ale bardzo tego nie chcę i boję się dnia, kiedy to się stanie.

nigdy nie pisałem na tym blogu niczego, co mogłoby mi w jakiś sposób zaszkodzić. nigdy nie pisałem niczego, czego nie mógłbym powiedzieć swoim znajomym. a przynajmniej starałem się takich rzeczy nie pisać. muszę stwierdzić, że nie zawsze byłem konsekwentny. jest kilka notek, które nie powinny ukazać się na tym blogu. pokazały mnie bowiem jako wrażliwego faceta. a w dzisiejszych czasach, wrażliwość = słabość. a ja nie jestem słaby… chociaż, może przyznanie się do swojej słabości jest oznaką siły?

przez ten miesiąc wydarzyło się jeszcze kilka ważnych dla mnie rzeczy, ale o nich nie napiszę. nie napiszę o nich dlatego, bo pokazałyby mnie właśnie we wrażliwym świetle. jednak głównie chodzi o to, że ważne dla mnie rzeczy są ważne tylko dla mnie i nie mogę zapominać o tym, że ten blog nie jest pamiętnikiem pisanym do szuflady, tylko dziennikiem – dwutygodnikiem czy raczej miesięcznikiem, pisanym dla Was. a Wy macie swoje sprawy, które są dla Was ważne a moje, mogą wydawać się Wam głupie i nie istotne. i właśnie tak powinno być.
najważniejsze na świecie jest Twoje życie właśnie dlatego,
bo jest Twoje.

a na deser, pytanie NIE koniecznie retoryczne:

dlaczego w Pradze, zdecydowanie częściej uśmiechali się do mnie chłopacy niż dziewczyny?