marmatmi blog

i weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna.

Wpisy z okresu: 6.2004

tabloid

47 komentarzy

w nocy obudził mnie deszcz, który obijał się o moje okno i parapet. leżałem i gapiłem się w sufit, bo nie mogłem na powrót zasnąć. wziąłem książkę i przeczytałem kolejne opowiadanie Iriny Dienieżkiny. kiedy skończyłem stwierdziłem, że mam ochotę na bułkę z dżemem. powędrowałem więc do kuchni.

rozsiadłem się wygodnie w fotelu z talerzykiem z kanapkami i włączyłem telewizor. skakałem po kanałach muzycznych aż w końcu natrafiłem na perełkę wśród telewizji komercyjnych w naszym kraju – Polonię 1! tam właśnie, grupa półnagich kobiet próbowała mnie podniecić i zachęcić do wysłania SMSa lub zadzwonienia pod 0-700. całe to przedstawienie wyglądało tak komicznie, że myślałem iż mój śmiech postawi całą chałupę na nogi. jak grzeczny chłopiec przerzuciłem się na Vivę, bo przecież czas na Śmiechu Warte jest dopiero w niedzielę.

kiedy zjadłem, odstawiłem talerz na stół i właśnie wtedy to zobaczyłem. a o co chodzi?
w sierpniu zeszłego roku przebywałem na mazurach w naszym wakacyjnym mieszkaniu. w lokalnej gazecie Nowy Kurier Iławski znalazłem ogłoszenie o poszukiwanych młodych talentach dziennikarskich. to było coś dla mnie! zadzwoniłem i umówiłem się na rozmowę. trochę się denerwowałem – to było przecież moje pierwsze poważne spotkanie w sprawie pracy. ale, kto nie ryzykuje ten nie wygrywa!

pan S będący ówczesnym naczelnym tej gazety, przeprowadził ze mną tą rozmowę. zarówno on jak i ja, byliśmy z niej zadowoleni. uzgodniliśmy, że będę wolnym strzelcem – to znaczy, będę podsyłać im artykuły od czasu do czasu, bo przecież na stałe mieszkam w trójmieście. jednak, aby mieć pewność, że naprawdę chcę się tym zająć i mam lekkie pióro, miałem napisać dwa artykuły – takie próbne. jakby były dobre, miałbym tą robotę w kieszeni. tak więc wyruszyłem w poszukiwaniu tematów.

pierwszego dnia nic nie napisałem, drugiego również, ale trzeciego wziąłem się do roboty. na pierwszy ogień poszedł temat wakacyjny – mało ambitny, ale jednak jakiś. odwiedzałem apteki i dowiadywałem się o proporcje między środkami na oparzenia a kremami z filtrem – chciałem po prostu zbadać stopień przezorności wczasowiczów. farmaceuci byli bardzo mili, uśmiechnięci i życzliwi. jednak kiedy dowiadywali się, że pracuję dla NKI, uśmiechy znikały im z twarzy i oznajmiali mi, że tej gazecie nie udzielają żadnych informacji. z jednej apteki zostałem nawet wyrzucony. dało mi to do myślenia, ale tylko trochę bo w końcu z tego szczątkowego materiału który uzyskałem również w szpitalu, dało się stworzyć porządny artykuł. dlatego też, nie zawracałem sobie głowy analizowaniem zachowań aptekarzy i skoncentrowałem się na szukaniu tematu do drugiego artykułu.

znalazłem go szybciej niż się spodziewałem. jeden z księży – bardzo zasłużony dla parafii zmarł. odwiedziłem więc kościół w celu dowiedzenia się czegoś o tym człowieku i napisaniu na jego temat artykułu. ksiądz którego spotkałem w kościele skierował mnie do proboszcza. tak też zrobiłem – odwiedziłem jego biuro, znajdujące się w głębi terenu świątyni. podobnie jak aptekarze, proboszcz przyjął mnie bardzo życzliwie, ale kiedy dowiedział się dla jakiej gazety będę pisać ten artykuł, od razu przystąpił do ataku. powiedział, że parę godzin temu była tutaj dziewczyna, która również starała się o staż w NKI i podobnie jak ja, była turystką. postanowił powtórzyć mi to, co powiedział jej. otóż Nowy Kurier Iławski jest lokalnym tabloidem. z jednej strony wychodzi do ludzi, pisze o ich problemach ale z drugiej jednak, tych samych ludzi niszczy w kolejnym wydaniu. proboszcz nie życzył sobie, abym na łamach tej gazety opisywał zmarłego księdza, bo niejednokrotnie NKI atakowała księży i kościół. a nawet kiedy zdarzało się że publikowali jakiś pochlebny artykuł, obok umieszczali ogłoszenia typu 0-700.
wyszedłem z tego biura obładowany prezentami – kalendarzami, książeczkami i innymi religijnymi niepodziankami, które dostałem za darmo! no dobra! kłamię! musiałem zmówć kilka zdrowasiek.

wiedziałem już skąd brała się ta negatywna reakcja na dźwięk NKI. stwierdziłem, że nie chcę pracować dla szmatławca. jeśli kiedykolwiek napiszę jakiś porządny artykuł, to chcę również aby znalazł się on w gazecie na odpwiednim poziomie. mimo iż zebrałem trochę materiałów, porzuciłem pomysł pracy dla tej gazety.

a czemu opisuję wydarzenia mające miejsce dziesięć miesięcy temu? bo tym czymś, co znalazłem na stole był aktualny numer Nowego Kuriera Iławskiego. moi rodzice byli na mazurach parę dni temu i widocznie przywieźli go ze sobą. na pierwszej stronie zamieszczone było wielkie ogłoszenie o poszukiwanych młodych talentach dziennikarskich!

wydaje mi się, że są dwa rozsądne wyjaśnienia tej sytuacji:
1. albo na mazurach nie ma utalentowanych młodych ludzi.
2. albo nikt nie chce pracować dla brukowca.
uważam, że druga odpowiedź jest prawdziwa. dlaczego?
bo wierzę w ludzi!

puzzle

14 komentarzy

element #1
jestem trochę podobny do obrazka z układanki.
rysunku, któremu brakuje paru elementów. kilka zaginionych fragmentów, leży nadal w pudełku – można po nie z łatwością sięgnąć i włożyć na miejsce. jednak jeszcze tego nie zrobię.
dlaczego?
bo trochę się boję. przeraża mnie to, że gdy dopasuję te kawałki może się okazać, że obrazek nie przedstawia tego czym myślałem, że jest.
kolejną część brakujących puzzli muszę odnaleźć, bo ich nie mam.
fragmenty z pudełka mogę dopasować sam. jednak elementy które zaginęły powinienem ułożyć z drugą osobą.
przynajmniej jeden z nich – ten najważniejszy.

element #2
Bóg musi mieć ogromne poczucie humoru.
dlaczego?
mam kilka marzeń, które można podzielić na:
realne, prawdopodobne i niemożliwe.
do tych trzecich należy jedno, bardzo ważne dla mnie.
dotyczy ono doby: chciałbym spędzić dzień z Jamesem Deanem i noc z Marilyn Monroe.
z oczywistych względów, nigdy się ono nie spełni. no chyba, że po śmierci. jednak mam zamiar trochę zamieszać jeszcze na tym świecie, tak więc nie prędko to nastąpi.

element #3
marek jednak nie uczy się na błędach.
dlaczego?
dzisiejsza noc, była kolejną nocą naukową. różnica polegała jednak na tym, że teraz musiałem walczyć z książkami sam. większość ludzików, zaliczyła już wszystko co miała do zaliczenia. wszyscy to zrobili z wyjątkiem mareczka, który nadal dzielnie trwał na posterunku. jeszcze trochę i moje nocne przesiadywanie zacznie graniczyć z patologią. i to tuż przed wakacjami.
a tak na marginesie, muszę zrobić wreszcie prawo jazdy, bo niedługo zostanę jedynym gościem bez niego.