reaktywuję bloga nieco wcześniej niż początkowo planowałem. powodów jest kilka, ale chyba żaden nie jest na tyle ciekawy bym zainteresował Was jego opisywaniem. w każdym razie witam =)

siedzę sobie właśnie w pokoju i cały czas się uśmiecham. gdyby teraz ktoś mnie zobaczył pomyślałby, że z deklem mam większe problemy niż ludzie z pokojów o miękkich ścianach i z klamkami których nie ma… ale jest mi dobrze – po raz pierwszy od dłuższego czasu, jest mi naprawdę dobrze. wszystko czego się ostatnio dotknąłem albo zacząłem robić, udaje się w 100%. to wspaniałe uczucie do którego bardzo łatwo się przyzwyczaić. boję się jednak trochę tego, że w pewnym najmniej spodziewanym momencie ta moja dobra passa się skończy, a ja nie będę do tego psychicznie przygotowany. ale mam nadzieję, że w najbliższym czasie nie będę musiał się tym martwić =P

wszystko jest łatwe i dostępne na wyciągnięcie ręki. zaczynają denerwować mnie ludzie, którzy cały czas narzekają. i po co to? zamiast nic nie robić i patrzeć jak życie przecieka przez palce, trzeba sie ruszyć i próbować zamknąć wieczność w godzinie. – niestety to nie mój tekst =/

byłem w wielkim błędzie. podążałem właściwą ścieżką, ale zamiast iść próbowałem biec. tak bardzo bałem się tego, że przegapię okazję i zmarnuję swoje życie iż nie zauważyłem, że to właśnie robię. nie będę próbować zmienić świata i ludzi – będę zmieniać siebie. nie jestem tak silny jak mi się dotychczas wydawało.
i zaakceptowałem tą moją słabość.

wygląd niestety ma dla mnie znaczenie. bardzo głupio mi się do tego przyznać, ale tak właśnie jest – nawet w przyjaźni ważny jest wizerunek. ostatnio siedziałem z kumplami na ławce – tak po żulowsku =P
zauważyłem, że moja stara dobra koleżanka zbliża się do nas. w duchu pomyślałem, żeby tylko do mnie nie podeszła – a jednak. przywitała się i wyraźnie chciała zacząć rozmowę. a co ja na to? zamiast się ucieszyć, że przyszła najzwyczajniej w świecie ją spławiłem. powód? jest delikatnie mówiąc nieatrakcyjna. wstydziłem się jej. gdy jeden znajomy zapytał gdzie poznałem to coś odpowiedziałem, że to jest znajoma mojej koleżanki. nie przyznałem się do naszej przyjaźni. jestem gnojem? przypuszczalnie tak – ale co z tego?! nie jestem ideałem i mogę próbować stać się lepszym człowiekiem, ale nigdy nie będę wzorem cnót.

śmierć jest nieunikniona. z jednej strony to dobrze, że jest coś czego możemy być w życiu pewni, ale jednak z drugiej… no właśnie – jest przerażająca. w ostatnim czasie zginęło dwóch facetów, których bardzo ceniłem i szanowałem: Janusz Kulig i Zygmunt Kubiak. z panem Zygmuntem miałem okazję się spotkać parę miesięcy temu, ale nie skorzystałem z niej. wolałem pójść do kina. do kina…
wydawało mi się, że będzie do naszego spotkania jeszcze niejedna okazja. dzisiaj wiem, że byłem w wielkim błędzie.

według Was, śmierć jest końcem czy dopiero początkiem?

osobiście wydaje mi się, że jest jednak dopiero początkiem – drugim etapem istnienia. w przeciwnym razie, jaki sens miałoby życie?

moje wielkie marzenie właśnie się spełnia. warto było pracować i poświęcać jego realizacji mnóstwa czasu i energii. już nie mogę się doczekać dnia, kiedy moje „dzieło” zostanie uwieńczone. podobno najwięcej szczęścia dają dni oczekiwania. być może coś w tym jest, jednak ja już chcę aby te moje wysiłki przyniosły upragniony rezultat. a co później? póżniej będzie następny plan – następne marzenie. oby i to się spełniło!

spełnienia marzeń życzę również Wam wszystkim!