marmatmi blog

i weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna.

Wpisy z okresu: 12.2003

- Myślę, że to miła miejscowość.
- Co znaczy „miła”?
- To naprawdę dobre słowo. Zwykle się nim gardzi, ale nie wiem dlaczego. Według mnie miłe miejsce to takie, w którym nic się nie dzieje i nikt nie chce, żeby się działo. Wszyscy są zadowoleni ze spokoju.
- To pewnie dlatego, że jesteśmy już starzy.
- Nie sądzę. Po prostu miło jest wiedzieć, że istnieją miejsca, w których nic się nie dzieje…

* Agatha Christie Tajemnica Wawrzynów

a jakie jest Wasze miłe miejsce?

kilka drobnych rzeczy które sprawiają, że aż miło się robi

~ wczoraj dowiedziałem się od osoby trzeciej, że moja koleżanka zerwała ze swoim chłopakiem, ponieważ nie był podobny do mnie. taka pozorna drobnostka a sprawiła, że tak jakoś gorąco mi sie zrobiło. =)
~ jadąc autobusem spostrzegłem w oknie, że ktoś mi się przygląda. nasz wzrok spotkał się na szybie a następnie patrzyliśmy na siebie twarzą w twarz. żadno z nas nie oderwało wzroku. trwało to przez jakieś dwa przystanki aż do chwili, kiedy zrobił się dość duży tłok i straciliśmy siebie z pola widzenia. nie umiem tego opisać. to było takie… niewinne ale i ekscytujące zarazem. =P
~ jeśli ktoś przebrnął przez notkę, to wie, że miałem problemy z uczuciami. jednak przez tych kilka dni, jedna rzecz się zmieniła. poinformowałem K, że nigdy nie będziemy razem. chyba dość mocno to przeżyła, jednak szczerze mówiąc nie interesuje mnie to zbytnio. a właściwie, wcale nie interesuje…
dość dużo nad tym myślałem i wywnioskowałem, że ona mnie w jakimś stopniu wykorzystywała. myślałem, że będę mieć wyrzuty sumienia, ponieważ odbyliśmy tą rozmowę tuż przez sylwestrem – jednak nic podobnego się nie stało. doszedłem do wniosku, że nie chcę witać z nią 2004 roku, skoro nie będziemy go mogli razem pożegnać. jest mi dobrze =)
tylko żałuję, że R jak narazie milczy…

czyli Retrospekcji ciąg dalszy

w międzyczasie wybrałem się na zakupy do hipermarketu. bardzo nie lubię takich miejsc – jednak siła wyższa mnie tam posłała. przebijając się przez tłumy zakupowiczów stwierdziłem, że większość z nim jest taka przeciętna. prawie wszyscy są identyczni. tylko kilka osób rzuciło mi się w oczy i zapamiętałem je tego dnia. pierwszym takim zjawiskiem była rodzina w której tradycyjne role, wyraźnie się odwróciły. to kobieta pełniła rolę głowy rodziny a jej mąż, sprawiał wrażenie pantoflarza. jej dominacja była bardzo widoczna. trudno mi teraz opisać czym to się przejawiało, ale ta kobieta wzbudzała respekt a ten mężczyzna politowanie. zapamiętałem również chłopaka, który miał niezwykle przyjemną twarz. można się było na niego patrzeć jak na obrazek. (tak wiem, że to brzmi tak, jakby homoseksualne skłonności ukryte gdzieś w mojej podświadomości dały o sobie znać, jednak nic takiego się nie stało.) nie umiem tego wytłumaczyć, ale jego zdjęcia można by sprzedawać jako środek uspokajający. dobra – kończę z tym =P kolejną osobą którą zapamiętałem była dziewczyna, obsługująca dział mięsny. sprzedawczyń było tam bardzo dużo, ale tylko ona się wyróżniała. z twarzy wszystkich innych wyczytać można było obojętność, zmęczenie, złość i niechęć. natomiast ta dziewczyna uśmiechała się, zadawała mnóstwo pytań, upewniała się czy na pewno tą szynkę chcieliśmy kupić a nie inną. ona też musiała mieć już tego wszystkiego serdecznie dość, ale nie dała tego po sobie poznać. zadziwiające, jak wiele pozytywnym emocji można przekazać uśmiechem. dwoma ostatnimi osobami, które zapamiętałem były babcie. pierwsza z nich sprawiała wrażenie kobiety nowoczesnej a druga wręcz przeciwnie. pierwsza babuleńka pędziła pewnie przez sklep a druga błąkała się od półki do półki i byłem prawie pewny, że wkrótce zacznie pytać ludzi o drogę do wyjścia. zwróciły moją uwagę, ponieważ od jakiegoś czasu przeżywam drobną fascynację skrajnościami. =) w dzisiejszych czasach, bycie nieprzeciętnym jest swego rodzaju wyróżnieniem. jednak bardzo często, wiele trzeba za tą oryginalność zapłacić – chociaż… to jest raczej kwestia odwagi a nie wrodzonych cech osobowości.

Katastopi: cóż mogę napisać… jeśli komuś udało się przebrnąć przez całą kolorową trylogię, to wielkie gratulacje i brawa dla niego. =) muszę uporządkować sprawy z R i K. zajmie mi to trochę czasu =/ po za tym, mam do zaliczenia kilka egzaminów i chciałbym ukończyć coś, nad czym obecnie pracuję. tak więc w necie, będę przez jakiś czas rzadziej niż zazwyczaj. =P

czyli Retrospekcji ciąg dalszy

tego samego dnia dowiedziałem się, że R nie chce mieć już ze mna nic wspólnego. bardzo mnie to zaskoczyło, zasmuciło i zdołowało jednocześnie. czułem się gorzej niż źle. próbowalem zrozumieć dlaczego tak się stało – na próżno. w tym beznadziejnym stanie postanowiłem obejrzeć Titanica. myślałem, że to poprawi mi humor. kiedy byłem dobrych parę lat temu na tym filmie w kinie, razem z moja ekipą mieliśmy polewkę na maksa. jednak teraz, obejrzenie tej trzygodzinnej telenoweli tylko spotęgowało moją deprechę. w momencie, kiedy róża leżąc na tych pływających drzwiach dostrzega światełko, próbuje obudzić jacusia i uświadamia sobie, że on nieżyje, byłem bliski rozryczenia jak dzieciak. uświadomiłem sobie, że R już na mnie nie zależy i nie mam szans na przeżycie takiej miłości jak jacek i różyczka. wszystko zmieniło sie trzy dni później. o godzinie 1:51 obudziła mnie znajoma melodyjka – to był SMS od R. były w nim życzenia świateczne i coś jeszcze. informacja, że chce się ze mną wkrótce spotkać i wszystko naprawić. =) nie potrafię opisać co wtedy czułem. krótko mówiąc, byłem i jestem szcześliwy.
rozwalił mnie trochę jednak SMS, którego otrzymałem dzień później. K napisała coś intymnego. Qr*a! teraz wiem, ze muszę jak najszybciej przerwać to, co się między nami zaczęło „rodzić”.
R i K są dokładnymi przeciwieństwami. R to zakazany owoc, szaleństwo i jakaś taka fascynacja. K jest nudna, mocno stąpająca po ziemi, bardzo przewidywalna. wiem, że R znowu mnie wkrótce zrani. wiem, że znowu będę cierpieć. być może będę czuć się poniżony i zrezygnowany. jednak kilka chwil szczęśliwych z R jest dla mnie więcej wartych, niż kilka miesięcy z K. jak na ironię wiem, że ustatkuję się i spedzę resztę życia z kimś takim jak K. jednak teraz chcę szaleć, bawić się, eksperymentować i nawiązać jakąś taką nić emocjonalną. mogę tego dokonać tylko z R.
miłość – po co ona nam potrzebna? zawsze uczę się na błędach – zawsze! jednak nie wtedy, gdy chodzi o sprawy sercowe. co za naiwne stworzenie ze mnie. =/

czyli Retrospekcji ciąg dalszy

Prologos: pisząc poprzednią notkę nie spodziewałem się, że w tym roku może coś jeszcze w miarę ważnego się wydarzyć. to był błąd. kilka rzeczy których jako blogowicz nie mogę pominąć, miało miejsce w tym tygodniu. pozostaje mi więc powtórzyć to, co napisałem w komentarzu do Retrospekcjinie chwal dnia przed zachodem słońca.

22 grudnia to dość specyficzny dzień. zaczął się nawet całkiem zwyczajnie. dopiero koło południa usłyszałem dzwonek do drzwi. kiedy je otworzyłem, zobaczyłem listonosza. tak wiem – w święta to dość częste zajawisko, ale on oprócz kartek świątecznych, wręczył mi paczkę od Vivy. trochę mnie to zaskoczyło, ale po chwili przypomniałem sobie, że w poprzednim tygodniu napisałem do tej stacji. w programie Vivamat zorganizowano konkurs – trzeba było na niego nadsyłać opowiadania, które rozśmieszyłyby ludzi o specyficznym poczuciu humoru. wpadłem na „genialny” pomysł, żeby wysłać im ten epizodzik. napisałem go ponad dwa lata temu. musiał się komuś tam spodobać, bo przysłali mi trzy płyty! tak szczerze mówiąc, to nie są żadne albumy, tylko single. jednak fakt, że ktoś docenił moją twórczość,
krótko mówiąc dodał mi skrzydeł.
to już drugi konkurs który wygrałem w ostatnim czasie. jak widać mam farta i chyba najwyższy czas zagrać w totolotka =P te płytki są dla mnie bardzo cenne. posiadam je, bo w jakimś stopniu doceniono moją pracę. =) gdyby nie kolejny ciąg wydarzeń, ten dzień mógłby być dla mnie bardzo szczęśliwy.

koniec roku to dobra pora na drobną refleksję. ludzie podsumowują ostatnie 365 dni i wyciągają z nich wnioski. w moim przypadku będzie nieco inaczej. pierwsze z cyklu ważnych dla mnie wydarzeń miało miejsce w 2001 roku, a więc od tego punktu zacznę moją wędrówkę w czasie. jednak wszystkim niezbyt zainteresowanym moimi
doświadczeniami, już w tym momencie składam życzenia. a, że w tej dziedzinie jestem wybitnie uzdolniony, najwyższy czas to udowodnić! =P

ZDROWIA, SZCZĘŚCIA, KASY i MIŁOŚCI, POPULARNOŚCI oraz
ZNALEZIENIA WŁASNEJ DROGI w ŻYCIU!

2001 rok
w grudniu zupełny przypadek sprawił, że znalazłem swoje hobby. przypadek również zrządził, że to zajęcie bardzo
spodobało się znajomym a następnie obcym ludziom. to dało mi olbrzymią wiarę, że jestem na właściwej drodze i być może, odnalazłem swój sposób na szczęście i cel życia. to był właśnie ten punkt zwrotny od którego
zacząłem patrzyć na świat w zupełnie inny sposób. to symboliczny początek mojej historii…

2002 rok
ten okres jest dla mnie wciąż bardzo żywy. chyba nawet pomimo upływu czasu i tak wielu wydarzeń, 2002 rok jest bardziej zakotwiczony w mojej pamięci niż jakikolwiek inny. to był rok wielu zmian – bardzo wielu. podjąłem kilka decyzji, które jak do tej pory są jednymi z najważniejszych w moim życiu. 25 kwietnia (w dniu imienin) po długich przemyśleniach całkowicie zmieniłem otoczenie a już w czerwcu, wyleciałem na kilka miesięcy na inny kontynent. podczas tej podróży poznałem wielu ciekawych ludzi i zrozumiałem, że tak naprawdę nie chciałem uciec od przeszłości, tylko od siebie. z oczywistych względów, to się nie powiodło =P ten rok był również najbardziej obfity jeśli chodzi o realizację moich planów. mogę więc stwierdzić, że to był humanistyczny rok. rozwijałem swoje zainteresowania. po powrocie do kraju nawiązałem bardzo wiele znajomości, które utrzymuję do dzisiaj. w tym roku miały miejsce również mniej znaczące wydarzenia, które nabierają jednak na ważności dopiero teraz – z perspektywy czasu. jednak są bardzo intymne i tutaj o nich nie wspomnę =)

2003 rok
to specyficzny okres. również te dwanaście miesięcy jest dla mnie bardzo ważnych, jednak w zupełnie inny sposób. 2002 i 2003 rok są do siebie podobne, jak ogień i woda. w tym roku realizowałem się od sfery naukowej. muszę z wielką radością przyznać, że udało mi się osiągnąć zdecydowanie więcej, niż myślałem. udowodniłem pewnej osobie i przede wszystkim sobie na co mnie stać. to niezwykłe uczucie – triumfu. dowiedziałem się, że wszystko można osiągnąć, jeśli się tylko tego bardzo chce. w tym roku nastąpił również powrót do przeszłości. osoby o których kiedyś chciałem zapomnieć, powróciły do mojego życia i z radością stwierdzam, że bardzo się z tego powodu cieszę. tak jak wspomniałem wcześniej, wiedziałem już że nie chciałem uciec od nich, tylko od samego siebie. w tym roku zrozumiałem siebie i stwierdziłem, że jestem trochę jebnięty, ale jednocześnie bardzo trendy. =) mam cel w życiu i wiem, że nie dam się wciągnąć w wir. będę płynąć pod prąd, ale osiągnę to na czym mi zależy.

podsumowanie
w zeszłym roku realizowałem się od strony zainteresowań a nauka zeszła na dalszy plan. w tym roku, było zupełnie odwrotnie. nauka była na pierwszym miejscu a zainteresowania odeszły w cień. jednak zarówno w pierwszym jaki i drugim przypadku, byłem bardzo szczęśliwy. moim noworocznym postanowieniem jest więc to, aby w 2004 roku spełnić się zarówno w kwestii naukowej jak i hobbystycznej. cieszę się również z tego, że zrozumiałem samego siebie. wielu ludzi do tego dąży, ale często nawet do końca życia to się im nie udaje.

z racji braku pomysłu na lepszy tytuł

notki dodaję dosyć rzadko, więc może nikt z Was nie zauważył, że miałem awarię neta. jednak to nie wszystko! komórka zaczęła mi umierać a więc przez dwa tygodnie byłem odcięty od świata! =P
na pomoc wezwałem więc informatyka. jednak to był typowy fachowiec i zamiast naprawić mi połączenie z internetem, oczyścił mi twardy dysk. tak więc zostałem bez neta i bez komputra… naszczęście wrócił po tygodniu i się zrehabilitował – znów mam stałe łącze! moja radość z tego powodu jest dosyć wielka a więc o tym, że straciłem wszystkie dane z twardziela, nie wspomnę. =)

mój stary, dobry Panasonic GD50 przestraszył się chyba konkurenta, Siemensa MC60 – którego zamierzałem kupić i sam się naprawił!
nie wiem jakim cudem, ale taka jest prawda. jednak nawet te magiczne zdolności ujawnione po trzech latach użytkowania mu nie pomogą. klamka zapadła i w przyszłym tygodniu zasuwam po nowy aparat. =P

wygrałem konkurs!
poprzednią notkę napisałem po części, dzięki inspiracji książką Podróż w nieznane, którą właśnie czytałem.
z ciekawości zajrzałem na stronę Agathy Christie i zauważyłem na niej informację o konkursie. pytanie dotyczyło właśnie bohatera tej książki! uznałem, że szczęściu trzeba pomagać i wysłałem odpowiedź.
1 grudnia dostałem maila z informacją, którą przeczytałem dopiero wczoraj:

Gratuluję poprawnej odpowiedzi.
Nagroda książkowa zostanie wysłana pocztą.
Pozdrawiam
Andrzej Piekarczyk

dwa tygodnie temu została ogłoszona lista zwycięzców, a ja do tej pory nie dostałem swojej nagrody – mam tylko nadzieję, że kiedyś do mnie dotrze. =P
zauważyłem, że blog mi się trochę zepsuł. nie wiem czy to wina tenbitu czy blog.pl. w każdym razie, nie chce mi się teraz tym zajmować i może zmienię coś specjalnie na Nowy Rok – który nawiasem mówiąc, już wkrótce!