marmatmi blog

i weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna.

Paryż

1 komentarz

„Ludzie nie zdają sobie sprawy ze swego szczęścia. Mogą biec, stać, spóźniać się, kłocić, kochać, żyć beztrosko… w Paryżu”.
Paris 2008

87

Brak komentarzy
jestem tak pijany, ze mi wystarczasz.

sroda

2 komentarzy

blisko piec lat temu, na blogu
zamiescilem taki oto wpis:

kiedyś pisałem dla przyjemności.
dzisiaj wstydzę się jednak tego, co wówczas napisałem.
zrozumiałem bowiem, że pisanie jest sztuką, której trzeba się
nauczyć i nie wolno profanować.


dzisiaj gdy juz jestem starszy wiem,
ze nie mialem wowczas racji. slowa chocby nie wiem jak piekne i
wyrafinowane, nadal pozostana tylko literkami, jesli nie kryja sie za
nimi zadne emocje. sztuka jest czerpanie przyjemnosci z pozornie
zwyklych rzeczy. po parodniowym odpoczynku, swoistym restarcie
dzieki ktoremu nabralem sil, uporzadkowalem swoje mysli i zrozumialem
jaki szczesliwy jestem, przyszedl nareszcie ten dzien. dzien pozornie
zwyczajny, jeden z wielu podobnych. spotkanie z kwiatkiem, obiad
indyjski, kino, seks. wspolnie bedziemy planowali kolejna podroz,
przegladali fora internetowe w poszukiwaniu najciekawszych
propozycji wyjazdu. przecietne? na pewno. ale z takich wlasnie
elementow sklada sie zycie. kazdy otrzymuje jednak garsc przypraw i doprawia je wedle wlasnego smaku i uznania. dla mnie piekne. poprosze o wiecej.

gdy się ciągle żyje nad brzegiem
przepaści, już się jej nie dostrzega
.
Pola Negri

dostrzegam, ale dzieki Tobie jestem
bezpieczny i juz sie nie boje.

wyobrazcie sobie zmeczenie. takie
calkowite wypalenie. pracy zupelne poswiecenie. wpadacie w
monotonie. i wtedy rodzi sie w was marzenie. trudne do spelnienia,
jednak czy od razu takie nierealne? jest to wasza ucieczka od
jednobarwnego osmiogodzinnego swiata w ktorym utkneliscie. latwiej
dzieki temu przechodzic z dnia na dzien. na jakich zasadach to jednak
dziala? bo wielu ludzi w ciebie wierzy. i ty rowniez zaczynasz
wierzyc w siebie. wiesz, ze wszystko sie uda, ze twoj sen nie
byl wcale az taki niemadry i smieszny.

nadchodzi jednak zderzenie. konfrontacja z
prawda wypowiedziana przez osobe ktora ciebie kocha. ze nic sie tobie nie uda, ze twoje marzenie jest pozbawione sensu i masz sie
obudzic. najlepiej natychmiast. i wtedy karty rozsypuja ci sie z rak. bo pomimo tego, ze
twoja druga polowa ma racje, ze od zawsze wiedziales, ze
miejsce do ktorego uciekasz myslami nie ma szans realizacji, to
jednak czujesz sie oszukany. twoja imaginacja byla bowiem bezpieczna i szczera,
niezbyt droga a pomagala ci przechodzic z dnia na dzien w swiecie w
ktorym tak niewiele punktow jest stalych.

czy milosc wymaga od nas mowienia
prawdy? a moze od osob darzacych sie tym uczuciem wymagac nalezy wspolnej slepej wiary w nieszkodliwe plany? bo nawet jesli sie nam nie powiedzie, to co z
tego? czy krzywda komus sie stanie? sprobowac powalczyc przeciez
mozna raz jeszcze. a takie zderzenie boli i uwazam, ze jest ono zupelnie niepotrzebne. kazdy z nas potrzebuje zregenerowac sie jakos. odlaczyc od
tych osmiu godzin, ktore pozwalaja nam przezyc miesiac, ale jednoczesnie
powoli zabijaja. zanika nasza indywidualnosc. znajdujesz jednak droge
ucieczki. jest szansa. usmiechasz sie. nastepnie placzesz z powodu niespodziewanego ataku.

boli. jakie to smieszne i dziwne. nie moze byc prawdziwe.

poniedzialek

2 komentarzy

wolny dzien bardzo lubie wlasnie
takie poniedzialki zaparzylem kawe zakopalem sie w
podrecznikach notatkach i rozmowkach francuskich i licze na to ze w srode bez wiekszych problemow zalicze egzamin chociaz im
blizej tego terminu na zdaniu DELFa zalezy mi coraz mniej jedyne
czego pragne to unikniecie calkowitej kompromitacji

tesknie za kwiatkiem chociaz bardzo
dobrze wiem ze taka kilkudniowa rozlaka dobrze zrobi nam wszystkim mam czas dla siebie wszystko moze znalezc odpowiednie miejsce w mojej glowie i przede
wszystkim moge poswiecic sie czemus tylko swojemu czyli w obecnym przypadku
wlasnie francuskiemu w myslach planuje wakacje dwa tygodnie mam
nadzieje zasluzylismy na nie zeszly rok byl pierwszym w naszej
wspolnej historii w ktorym wakacje sie rozmyly poza parodniowymi pobytami w
lodzi i krakowie w czasie ktorych faktycznie wypoczelismy caly rok
spedzilismy w pracy i/lub na akademii

czekam takze na decyzje w sprawie
kredytu tyle stresow i nerwow a domek sie buduje i terminy splat
coraz blizsze odbor w grudniu dobrze ze odwolali koniec swiata dzieki temu rok 2013 rozpoczne w swoim wlasnym mieszkaniu

najszczesliwszy na swiecie jestem
wlasnie teraz w czasie tak zwyczajnym zycie jest piekne gdy ma sie
z kim i gdzie je smakowac nie tesknie juz za smutkiem ktory byl dla
mnie sila tworcza cena jaka musialem placic za przelewanie swoich
mysli na papier byla zbyt wielka a samorealizowac mozna sie przeciez na tak wiele innych sposobow

spokoj jest najcenniejszy

zapomnialem juz jak bardzo lubie ta czesc nocy kiedy wszystkie odglosy z zewnatrz zanikaja a ja patrzac przez okno otoczony ksiazkami kocem opatulony z kubkiem goracej herbaty w rece pozostaje sam ze swoimi myslami wspomnieniami planami zamykam sie w swoim wlasnym ja wolny od wplywow calego swiata otwieram sie na samego siebie i poznaje swoje pragnienia nad ktorymi nie mialem czasu pomyslec w ciagu calego zabieganego dnia a one caly czas gdzies tam we mnie rosly i czekaly na odpowiedni moment by sie ujawnic dac o sobie znac podoba mi sie to co widze nad czym mysle widze jak daleko zaszedlem i jednoczesnie wiem ze jeszcze bardzo wiele przede mna 4 punkty z 4 zdobyte a kiedy slysze ze inni pokladaja we mnie nadzieje niekoniecznie nawet wielkie ale jakiekolwiek chociaz te najmniejsze nawet to wiem ze jest i bedzie dobrze

nie stawiam po niczym kropki przecinka ani znaku zapytania dzisiaj nareszcie wszystko jest otwarte marzylem o tym cale zycie i czekam na wiecej bo wiem ze jest i bedzie dobrze

lubie barwy

PiK

2 komentarzy


kiedy tak wracam wspomnieniami do chwil, kiedy znalezlismy sie dwa lata temu w odpowiednim miejscu, usmiecham sie sam do siebie. usmiecham sie, bo uwierzyc nie mogę jakie to szczescie mnie spotkalo. wiem juz, ze warto bylo czekac tyle lat i nie przestawac wierzyc, ze wszystko sie odmieni i pouklada w odpowiednia calosc. przeszedlem dluga droge i udalo przemienic mi sie ze statysty w aktora wlasnego spektaklu zwanego zyciem. dzisiaj jestem gotowy pojsc nawet jeszcze i o krok dalej. nikt juz nigdy nie bedzie pisal dla mnie zadnego scenariusza ani wydawal polecen ktorych nie chce wykonac, bo bylyby one sprzeczne z moim wewnetrznym Ja. od dzisiaj zyje sam dla siebie i paradoksalnie, wlasnie dzieki temu moge zyc dla Ciebie, dla Nas. slucham wlasnie melodii, ktora kiedys byla dla mnie tak wazna. dawala sile i radosc, nadzieje i tak bardzo wzruszala. i z poczatkowym przerazeniem a obecnie z optymizmem swterdzic moge, ze pomimo tak licznych zmian w moim zyciu, nadal jestem soba. po drugiej stronie ekranu nadal stoje ja sam.
Inny jednak. Silniejszy. Juz sie nie boje. Dziekuje.

zal mi jednak kilku chwil… kilku sytuacji do ktorych dopuscilem i kilku szans, ktorych wykorzystac nie potrafilem lub tez nie z mojej winy, stracilem na zawsze. nie wiem czy kiedykolwiek bede umial przestac zastanawiac sie, co by bylo gdyby wszystko jednak potoczylo sie nieco inaczej. dziekuje Tobie za dotyk, za usmiech… przez tak dlugi czas bylem zly na Ciebie za to, co sie stalo. dzisiaj wiem juz, ze to nie Twoja wina, ze Twoje uczucia byly szczere a pozniejsze wydarzenia nie mialy zwiazku ze mna. walcze ze soba. bardzo mi zle, ze pomimo tego iz nie jestesmy razem, nie potrafie przestac o Tobie myslec od czasu do czasu. nie potrafie dac Tobie odejsc. moze dlatego, ze nasza historia nie zakonczyla sie wlasciwie. zostala przerwana nagle, bez ostrzezen zadnych. teraz wiem, ze moze to i lepiej. dzieki temu, mam swoją wlasną historię do opowiedzenia, zagrzebaną gdzieś głęboko w sercu.

Ale zyje dalej… szczesliwszy niz kiedykolwiek. Spelniony, prawdziwy, u Twojego boku. JA
kocham Cię!

bo chcę!

4 komentarzy

jestem. usiadlem tylko na chwile na lawce i obserwowalem. pozwolilem, aby zycie bieglo swoim wlasnym rytmem podczas gdy ja zamknalem sie w swoim prywatnym, doskonalym swiecie. w swiecie w ktorym nie ma juz miejsca na zal i smutek. taka przerwa byla mi potrzebna. zbyt dlugo bowiem cierpialem. zbyt dlugo walczylem. okazalo sie jednak, ze takie wakacje od swiata moga stac sie recepta na cale zycie. do tej pory nie zdawalem sobie sprawy, ze mozliwe jest zycie w spokoju. kojarzylo mi sie ono z wegetacja. pierwszy raz w zyciu pozwolilem, aby to inni walczyli podczas gdy ja siedzialem sobie cichutko, porzadkujac swoje wlasne, wielkie sprawy. i tak… spelniam sie zawodowo i przede wszystkim trwam w pierwszym, prawdziwym, doroslym zwiazku.
   i od 17 miesiecy ucze sie jak to jest byc „MY” a nie „JA”.

czasami jednak, kiedy mam chwile tylko dla siebie, przegladam stare notatki – zapiski, ktore sporzadzalem przez tak wiele lat na przeroznych skrawkach papieru od pieknych zeszytow, po bilety pkp i kartki z drukarki, a na starych rachunkach konczac. kiedy tak siedze i czytam to co kiedys napisalem, widze ze zal i smutek ktorych juz dzisiaj nie ma, kiedys byly mi calkiem bliskie. laczyla nas swego rodzaju wiez, moze nawet przyjazn? dawaly mi one natchnienie i sile do pisania, przelewania swoich mysli na papier. pozwalaly stworzyc moj wlasny swiat w ktorym pomimo panujacego dookola chaosu, bylem bezpieczny. i zastanawiam sie wowczas, czy aby na pewno moje pisanie bylo szczere? dzisiaj bowiem tak pisac juz nie potrafie… a czytajac dawne slowa, nie poznaje juz tego marka sprzed kilku miesiecy czy lat. nie znam go. mam nawet wrazenie, ze nigdy nie istnial.

kiedy 7,5 roku temu zakladalem tego bloga, bylem tuz przed matura. zrobilem wowczas liste punktow, ktore chcialem zrealizowac w niedalekiej przyszlosci. zycie zweryfikowalo jednak niewinne plany i marzenia. czesc waznych celow wypadla z listy (tj. wydanie ksiazki), jednak na ich miejscu pojawily sie zupelnie nowe, bardziej smiale, dojrzalsze… z czystym sumieniem moge stwierdzic, ze udalo mi sie osiagnac duzo wiecej niz wowczas zakladalem. dzisiaj mam prawie 26 lat i podobnie jak wtedy, wkraczam w nowy rozdzial w swoim zyciu, ktory uogolniajac nazwac mozna stabilizacja. jednak jest pewna zasadnicza roznica… latwiej jest bowiem walczyc z calym swiatem z ukochana osoba u boku. bol jest wowczas mniejszy a i radosc wieksza gdy sie ja pomnozy przez dwa. i co wazniejsze… perspektywa czasu sie zmienia. kiedys wszystko musialo byc zrealizowane „dzisiaj”. teraz wiem, ze „jutro” takze nadchodzi.

   ktory swiat jest tym prawdziwym? ten zbudowany z bolu i cierpienia czy ten stworzony przez milosc i szczescie?
 
i czy mozna uzyskac odpowiedz na tak postawione pytanie? swiat jest bowiem jak wspaniala potrawa. ma bogaty, niepowtarzalny smak. mozna eksperymentowac z nim na wiele sposobow, dodawac wiele przypraw… pod warunkiem jednak, ze zachowa sie harmonie.


mnie w kazdym razie smakuje…

80 sekund

2 komentarzy

upływający czas pozwala mi zrozumieć, dostrzec pewne prawidłowości składające się na moje życie. było ono jest i przypuszczalnie na zawsze będzie mieszaniną wszelkiego rodzaju przypadkowych liczb, które nie tylko przypominają mi o tym, że z każdą chwilą się zmieniam, ale i pozwalają docenić to, że nie jestem sam. nie ma bowiem czegoś takiego jak samodzielna jednostka walcząca z całym światem, stawiająca wyzwania tylko samej sobie. jesteśmy razem. na zawsze. wszystko ma swoje znaczenie i swoje miejsce. nawet te przypadkowe liczby sprawiają, że zaczynam rozumieć nas. zaczynam wierzyć w magię.
nie potrafię zaufać już samemu sobie. ciągle czekam na ten list, na uśmiech którym mnie obdarzysz z samego rana. nie czuję już bólu egzystencjonalnego. zastanawiam się czasem czy to dobrze. ból przypominał mi bowiem każdego dnia że żyję, że jestem i należę do tego całego wielkiego planu. teraz już o tym nie pamiętam. popłynąłem z prądem. ustabilizowałem się i jestem. jednak czy aby na pewno? może to co nazywam życiem to tylko wegetacja? może powinno mnie boleć? tyle tylko, że jest mi dobrze. nie chcę już cierpieć. stałem się chłopcem z ikei i w chwili obecnej widzę tego tylko dobre strony. bo… nawet jeśli jest to kosztem zamknięcia w złotej klatce, niech i tak będzie. chcę siebie zatracić w Tobie.

bez Ciebie jestem bowiem wart dużo mniej.

historia lubi się powtarzać. znowu popełniłem te same błędy. jednak tym razem to ja byłem kowalem swojego losu. wiedziałem co robię i chciałem tego. to był mój sposób na zaznaczenie swojej odrębności. nawet jeśli to miało być ten ostatni raz, musiałem to zrobić. musiałem powiedzieć STOP. być może celowo chciałem Ciebie skrzywdzić. przypuszczalnie to był mój sposób na udowodnienie nie tylko samemu sobie, ale także i innym, że nadal kontroluję sytuację. ale wszystko wyszło źle, inaczej… zatoczyłem krąg. ten twój błysk, ten żar sprawił, że musiałem się odwrócić chociaż na chwilę. musiałem zobaczyć siebie w twoich oczach. pomimo tego, że jesteś dla mnie wszystkim, iż bez Ciebie tracę siebie to jednak nadal chcę i muszę pamiętać kim jestem. muszę się zatrzymać i spojrzeć wstecz. wiem, że nie powinienem. to jednak silniejsze ode mnie. czym jest bowiem przykazanie skoro nie rozumiemy jego znaczenia i przede wszystkim, nie możemy go złamać? kilkadziesiąt chociaż sekund z Tobą sprawia, że nie żałuję. chcę więcej. dziękuję.

weź mnie za rękę, nim zacznie się wojna…

virreyes

Brak komentarzy

usiedliśmy na ławce czekając na Ciebie. mnóstwo ludzi nas minęło ledwo na nas patrząc i przechodząc dalej bez słowa, bez zwykłego nawet dzień dobry. trzymałem klucz do twojego serca. oglądałem płatki śniegu rozpuszczające się na twojej twarzy. czerwone policzki które widziałem sprawiły, że zacząłem płakać. nie z żalu czy smutku, ale ze szczęścia. nie widziałem nigdy niczego piękniejszego i jednocześnie niczego tak bardzo intymnego. założyłem twoje rękawiczki i siedziałem dalej w milczeniu obserwując ludzi, którzy mają do opowiedzenia jakąś historię, której i tak nikt nigdy nie pozna. rozpoczęliśmy razem coś nowego, coś pięknego. pierwszy raz tak naprawdę naszego. radość daje mi tu i teraz. czekaliśmy, aż wreszcie przyszedłeś. czuję się silny i piękny. wszystko jest tak jak powinno być.

kto powiedział, że stabilizacja jest nudna?

   mam takie postanowienie drobne na przyszły rok. nigdy nie pozowolę, aby ktoś jeszcze kiedyś odebrał mi skrzydła. nie zauważyłem nawet kiedy to się stało, ale położyłem swoje dłonie na tacy. pozwoliłem się związać osobom, które są takie przeciętne. siedząc na ławce zrozumiałem, że ważni na całym świecie jesteśmy tylko my. bałem się tego, że zostanę sam. ten strach dawał mi siłę, ale jednocześnie ciągnął w dół. widok tych twarzy, tak bardzo zwyczajnych sprawił, iż otworzyłem oczy. ciepło. tego właśnie mi potrzeba i to mam dzięki tobie. dziękuję
smutek. brakuje mi go czasem. kiedyś miałem tylko jego i nauczyłem się go lubić, szanować, czerpać z niego korzyści. pisałem dużo. to dawało mi ucieczkę. dzisiaj przeglądając stare zapiski, nie potrafię nawet rozpoznać ich autora. nie znam już tego marka sprzed lat. zaginął gdzieś między stronami, między słowami przelanymi na papier. cieszę się, że już go nie ma, ale jednocześnie jest mi przykro, bo nie dokończyłem tak wielu spraw, które on rozpoczął. gdybym to zrobił, może wówczas jego życie miałoby większy sens. wyciągnąłem z szuflady żółty ołówek pragnąc dokończyć jego historię. czułem, że jestem mu to winien. to co powstało było tak bardzo obce i złe, że zrezygnowałem z tego pomysłu. podarłem nowe kartki, stare zamknąłem w teczce. czasami lepiej coś zostawić, pogodzić się z tym jakie jest, niż zmieniać na siłę. zachowałem jednak żółty ołówek. chcę pamiętać.

nie wiem nawet jak zakończyła się tamta historia. wiem, że kolejna rozpoczęła się dobrze.